BIOMASA powstawać będzie razem z Maltą – najzdolniejszą i najbardziej kreatywną w temacie kulinariów osobą, jaką znam. Dodatkowo moją najlepszą przyjaciółką.

Malta jest totalnym geekiem kulinarnym. Zna takie potrawy, których ja nawet nie potrafię wymówić, ma w domu pół biblioteczki książek kucharskich i jest w stanie wyczarować epickie żarcie nawet z resztek wczorajszego obiadu. Przy tym też interesuje się wszystkim, czym porządny geek powinien się interesować. Czyli: jesteście w dobrych rękach.

 

Skąd BIOMASA i czego można się po niej spodziewać?

To proste: BIOMASA, bo gotujemy żarcie. Będzie trochę bio (bo obie jesteśmy dość zafiksowane na punkcie naturalnych składników) i będzie też trochę na masę. ;) Przy okazji biomasa jest dość specyficznym terminem w literaturze s-f, odważnym polecam poszukanie nieco w necie – na własną odpowiedzialność!

 

W ramach BIOMASY gotować będziemy przede wszystkim z samodzielnie wymyślonych przepisów (z małymi wyjątkami). Czyli spodziewać się można:

  • własnych interpretacji potraw pojawiających się w filmach/książkach/komiksach itepe;
  • potraw nawiązujących wyglądem do postaci/miejsc/rzeczy z całej geek-kultury;
  • potraw zawierających boczek (boczek jest ultimate geek składnikiem, trust me);
  • wszystkiego, co mieści się w naszej interpretacji tego cyklu i nie jest pomidorówką z ryżem.

Każdy przepis obcykamy (z góry przepraszam za dość ograniczone umiejętności fotograficzne, postaram się szybko uczyć!), opiszemy, podpowiemy co można było zrobić lepiej lub inaczej. BIOMASA otrzymuje też logo, osobny dział na JG i bannerek na głównej. Bo się jaram.

Co ważne, będziemy pokazywać próby udane i nieudane, szczególnie w przypadku tych inspirowanych pysznościami z internetu. Po to, żebyśmy mogli wszyscy wspólnie uczyć się dobrego geek-gotowania. ;)

A teraz, nie przedłużając, gość specjalny, czyli:


Korzenny Czerw

Wyjątkowo postanowiłyśmy zacząć od przepisu z netu, głównie dlatego że pomysł na ten chlebek chodził nam po głowie od dawna. Jest dość prosty do ogarnięcia, chociaż wymaga pewnej wprawy w wyrabianiu drożdżowego ciasta. Za to smakuje tak, że nie powstydziłby się go sam Leto Atryda!

Korzenny Czerw jest hołdem dla Diuny. To bardzo aromatyczny, pełen cynamonu (a jakże!) słodki chlebek o kształcie przypominającym pustynnych bohaterów herbertowskiej sagi.

Działamy według tego przepisu, ale z modyfikacjami.

korzenny czerw

CZERW:

  • 1 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżka suchych drożdży
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 1 łyżka cynamonu
  • 3 jajka
  • ¼ szklanki stopionego masła
  • 2 łyżeczki soli
  • 6 ½ – 7 szklanek mąki – najlepszy typ to to 550 lub 650, koniecznie przesiana
  • szczypta kakao na wierzch
  • migdały (zęby czerwia)

WNĘTRZE CZERWIA:

  • 2 łyżki przyprawy do piernika, bez wypełniaczy takich jak mąka pszenna czy kakao
  • 1 łyżeczka cynamonu lub cała paczka
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1/4 szklanki stopionego masła
  • 100 g migdałów, rozdrobnionych mocno blenderem (opcjonalnie)

Zmieszaj drożdże z ciepłą wodą. Po kilku minutach dodaj cukier, cynamon, sól i jajka. Mieszaj wszystko do uzyskania w miarę gładkiej konsystencji i trochę dziwnego, kwaśnego zapachu. Nie martw się, wszystko pod kontrolą! ;)

Dodaj połowę mąki, wlej roztopione masło. Absolutnie nie dodawaj ciepłego masła do drożdży, bo zabijesz je szybciej, niż zdążysz powiedzieć Bene Gesserit! Następnie ostrożnie dodaj resztę mąki.

Zmieszaj wszystkie składniki i wyrabiaj ciasto, najlepiej rękami, przynajmniej 10 minut. Pamiętaj, by zmieniać częstotliwość i siłę nacisku. Ciasto drożdżowe nie lubi się nudzić!

Uformuj kulę, włóż do uprzednio wysmarowanej tłuszczem miski, przykryj czystą ściereczką i zostaw w ciepłym i suchym miejscu na godzinę, albo na tak długo, jak ciasto podwoi objętość.

Teraz przechodzimy do rękoczynów.

Wyjmij ciasto i lej je. Serio. Bij go jak grubego Harkonnena przez kilka minut, nie obrazi się.

Gdy już zemścisz się za wszystkie krzywdy wyrządzone rodowi Atrydów, rozwałkuj ciasto na uprzednio posypanej mąką, płaskiej powierzchni.

Roztop masło lekko przestudź, połącz je z cukrem oraz przyprawami. Opcjonalnie można dodać zmielone migdały, wtedy środek jest nie tylko smaczniejszy, ale trzeszczy w zębach prawie jak ziemia przepływająca przez podróżującego pod ziemią czerwia.

Rozsmaruj nadzienie na rozwałkowanym placku, zostawiając przynajmniej 2-3 cm miejsca na brzegach. Na jednym końcu umieść ciasno obok siebie zęby czerwia. Możesz skorzystać z obranych migdałów, ale my wybrałyśmy te ze skórką, by uzyskać efekt pożółkłych, obleśnych zębisk. Migdały możesz dodać w całości, lub przekroić je wzdłuż na ćwiartki.czerw_biomasa

Teraz trzeba zrobić rulonik z ciasta, oczywiście uważając na zęby. Jeśli nie jesteś sobie tego w stanie wyobrazić, zerknij na zdjęcia w oryginalnym przepisie, nam niestety nie udało się cyknąć fot z przygotowań. :( Pamiętaj, żeby zwinąć dość luźno, ponieważ w innym przypadku (ciągle) rosnące ciasto zdeformuje paszczę czerwia.

Przełóż ciasto do wysmarowanej tłuszczem formy. Powykręcaj je, by czerw niepokojąco się wił i natnij na grzbiecie, żeby po wypieczeniu powstały segmenty. Zostaw do wyrośnięcia.

Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 25 minut.

Gdy czerw się upiecze, postaraj się nie pożreć go od razu, za to posyp kakao (niech wygląda jakby dopiero wyszedł z ziemi) i poczekaj, aż wystygnie.

Pałaszuj bez wstydu, i z szerokim uśmiechem.

Czerw jest przepyszny, bardzo korzenny, a zmielone migdały nadają fajnej tekstury całości. Słodki, ale nie za słodki – w sam raz na pustynną imprezę przy arrakijskiej kawie. ;)

A teraz czas na foty!

Tak prezentuje się Czerw pokrojony:

IMGP4118

Mam też zupełnie randomowe zdjęcie Czerwia i stacji kosmicznej. Bo mogę. :D

czerw_jestem_geekiem

Co można było zrobić inaczej/lepiej?

Na koniec obiecane poprawki.

Co mogłyśmy zrobić lepiej?

  • nie wyrobić tak dobrze ciasta ;) Czerw strasznie nam spuchł, co widać – i zrobił się duży bochenek zamiast kształtnego cielska. Przez to też musiałyśmy go zawinąć inaczej, niż w oryginalnym przepisie, bo po prostu nie mieścił się na blasze. Gdyby ciasto tak nie wyrosło, zęby również ułożyłyby się inaczej.
  • posmarować go jajkiem z góry, też jak w oryginale – miałby fajniejszą teksturę.

Wszystko inne, łącznie z samym gotowaniem, było epickie. Smacznego! ;)

P.S.: Tradycyjnie czekam na Wasze opinie dotyczące tekstu – co się podobało, co nie – i jakie potrawy chcielibyście w nim zobaczyć. :)