Kiedyś na marginesie społeczeństwa, dziś nieodłączny element popkultury. Kim jest naprawdę, skąd się wziął i czy faktycznie dziś już każdy z nas jest geekiem?

Zapraszam do kolejnego tekstu odkrywającego tajniki geeków przygotowanego przy współpracy z Comedy Central Polska. Wspólnie sprawdzamy, czy geek faktycznie jest taki, jak portretuje go Big Bang Theory. 

Geek czy Geck?

Nie geek, a geck – należałoby w zasadzie powiedzieć. Przynajmniej tak na początku nazywano czynność, która potem przekształciła się w czasownik „to geek”.

Geck/geek w pierwotnym znaczeniu to nikt inny jak… klaun, śmieszek, osoba która wyszydza i drwi. „To geek” oznaczało więc nic innego, jak wyśmiewanie się. Około 1916 określano tak amerykańskich artystów cyrkowych, wykonujących szczególnie zadziwiające sztuczki, takie jak zjadanie węży, odcinanie głów małym zwierzętom itp. Ich wystąpienia nazywały się właśnie geek show (dziś powiedzielibyśmy o nich raczej freak show) i były jednymi z najbardziej popularnych  punktów programu w każdym cyrku.

Samo słowo narodziło się prawdopodobnie w okolicach 1510 r., jako dolnoniemiecki (dolnoniemiecki jest dialektem języka niemieckiego, używanym m.in. w północnych Niemczech i Holandii) geck lub duński gek. Oznaczało dokładnie to samo, czyli „głupca, prostaka”.

W literaturze geek pojawia się tuż po II Wojnie Światowej, również w kontekście „cyrkowych dziwaków”. Pisze o nich między innymi William Lindsay Gresham w noweli Nightmare Alley z 1946 roku.

Z biegiem lat (i zmianami w repertuarze cyrkowym) pierwotne znaczenie zmienia się. Arthur C. Lewis w 1970 pisze już:

„An ordinary geek doesn’t actually eat snakes, just bites off chunks of ’em, chicken heads and rats.”  [Arthur H. Lewis, „Carnival,” 1970]

Współczesne znaczenie zawdzięczamy amerykańskim nastolatkom, które mianem geeka określały nieprzystosowaną społecznie osobę, obsesyjnie zainteresowaną nowymi technologiami i komputerami. Farmer Ted z młodzieżowej komedii Sixteen Candles (1984 r.), grany przez Anthony’ego Michaela Halla, nazywany był właśnie geekiem, w zasadzie po raz pierwszy na dużym ekranie.

…a może nerd?

Od kilkunastu lat toczy się dyskusja, czy geek jest nerdem, czy to dwa zupełnie różne pojęcia. Tymczasem, wśród samych zainteresowanych, pojęcia te używane były zamiennie.

Nerdem była osoba „głupia albo zwariowana”, jeśli wywodzić etymologię tego słowa od nut (przez nastolatków wymawiane bardziej jako nert) lub ktoś, kto zamiast chodzić na imprezy, uczył się (drunk napisane na opak, czyli knurd). Aż do lat 60. poprzedniego wieku obowiązywały obie pisownie (nerd/nurd), co ciekawe – do popularyzacji tej drugiej przyczynił się w równym stopniu sitcom Happy Days i… Phillip K. Dick.

Przez długi czas nerdem nazywano osoby… nieprzystosowane do świata, obsesyjnie zainteresowane książkami, fantastyką, komiksami itp. Brzmi znajomo? Ano właśnie!

Dziś pojęcia wyewoluowały i nieco „zamieniły się miejscami” – geek nie jest już przecież wyłącznie osobą zainteresowaną komputerami, a nerd woli pogłębiać wiedzę, niż czytać komiksy. Słowo nerd ma też zdecydowanie bardziej pejoratywne znaczenie. Geek jest bardziej cool, nerd ma to w nosie. Geek ślizga się po popkulturze, nerd woli zejść do bardziej niszowych hobby, jak fabularne RPG czy nawet szachy.

nerds-vs-geeks

(źródło)

Geek we współczesnym świecie

Dziś bycia geekiem nie należy się już wstydzić. Słowo to, oznaczające obecnie przede wszystkim osobę mocno zainteresowaną w zasadzie dowolną rzeczą na świecie, to dla wielu powód do dumy.

Geek pozbył się etykietki nieprzystosowanego dziwaka, a został gadżeciarzem, miłośnikiem (głównie) filmów, komiksów i gier, co ciekawe – rzadziej książek. Określa w zasadzie każdego, kto w minimalnie większym stopniu niż przeciętny interesuje się popkulturą, ze szczególnym wskazaniem na fantastykę, horror, s-f i komiksy.

Bycie geekiem stało się elementem mody, nowoczesnej kultury. „Moda” oznacza tu nie tylko społeczną popularność tego tytułu, ale także faktycznie odnosi się do sposobu ubierania wielu współczesnych geeków. Równie ważne (czasem nawet ważniejsze) niż zainteresowania, stają się bowiem manifestacje tych zainteresowań – geek koszulki, kubki, breloczki, figurki. Wielomilionowe biznesy budowane są na produktach z logo Star Wars czy bohaterach z uniwersum Marvela i DC.

Co ciekawe, w internecie toczy się burzliwa dyskusja na temat współczesnego rozumienia słowa geek. Popularność terminu, komercjalizacja zainteresowań sprawia, że coraz więcej osób utożsamiających się z tym określeniem wskazuje, że prawdziwa geek kultura umiera.

„Nie jestem nerdem. Byłem nim 30 lat temu, gdy słowo nerd coś jeszcze znaczyło” – pisze znany aktor i komik Patton Oswald w tekście Wake Up, Geek Culture. Time To DieWired.

Oswald wskazuje, że ogromna popularność tradycyjnie uważanych za niszowe i geekowe treści – jak Władca Pierścieni, komiks Watchmen czy Monthy Python – sprawia, że w rozumieniu słowa geek zanika element pogłębiania wiedzy na dany temat, bycia prawdziwym, mocno zaangażowanym fanem. Dziś geekiem (lub otaku – japońskim, jeszcze mocniejszym w znaczeniu, odpowiednikiem) może być każdy, w 5 minut.

Powszechny dostęp do internetu i ilość produkowanych w nim treści tworzy więc „słabych otaku”, pisze sławny komik. Są to osoby, które mianują się geekami po obejrzeniu jednego filmu lub przeczytaniu jednego zeszytu komiksu. To zupełnie inna sytuacja od „starych, dobrych czasów”, gdy brak tak powszechnego dostępu do informacji wymuszał poszukiwania i przez to umożliwiał zgłębianie własnych fascynacji. Jak choćby przed premierą kolejnego sezonu ulubionego serialu czy tomu książki, gdy jedynym sposobem na odświeżenie informacji o tytule było ponowne przeczytanie go lub porozmawianie z równie zafascynowanymi znajomymi. Dziś wystarczy zobaczyć trailer, przeczytać ogólnikowy tekst, czy nabyć koszulkę. To spłyca – nie tyle samą geek kulturę, co naszą wiedzę o niej.

W podobnym tonie wypowiada się wiele publicystów na świecie, wskazując że bycie „prawdziwym geekiem” to bycie niewidzialnym, bycie na marginesie, z ciągle mocnym elementem obsesyjnego zainteresowania danym tematem. Nie ma nic wspólnego z gadżetami, geek koszulkami i byciem cool. To nie Mark Zuckerberg powinien być kojarzony ze słowem komputerowy geek, a Alan Perlis czy Edsger Dijkstra, jedni z pionierów nauki o komputerach, wskazuje David Auerbach w arykule What is ‚Geek Culture’? (slate.com).

Fakt, geek kultura coraz mocniej miesza się z pop-kulturą – można nawet zaryzykować stwierdzenie, że stała się jej nieodłączną częścią. Ubrania z bohaterami komiksów w popularnych sieciówkach czy reklama BMW z Darthem Vaderem nie dziwi już nikogo. Nasze zainteresowania są popularyzowane, komercjalizowane i monetyzowane. Ale czy to naprawdę aż tak źle?

Publicystka New York Times, Zeynep Tufekci, jest dużo bardziej optymistyczna. Geek kultura tradycyjnie kojarzona jest z kulturą twórczą, a nawet (wy)twórcza. Geeki to osoby, które działają, a nie tylko konsumują. Komercjalizacja wprawdzie szkodzi, ale z drugiej strony popularyzuje pewną postawę, sprawia, że coraz więcej młodych ludzi rozwija się i tworzy. Od blogów przez programowanie po cosplay – te twórcze przejawy geek kultury są dowodem na to, że ciągle mamy się dobrze.

diagram-of-geek-culture-1

Czy w takim razie faktycznie geek kultura umiera? Czy faktycznie nie mamy już prawdziwych geeków?

Moim zdaniem dzielenie środowiska na geeków prawdziwych i nieprawdziwych nie ma większego znaczenia. Nasza kultura faktycznie się zmienia, ewoluuje i monetyzuje. Tylko, że to nie jest wcale złe.

Założę się, że każdy 30-latek 10-15 lat temu byłby zachwycony gdyby w kinie leciały (dobre!) superbohaterskie filmy, gdyby bez problemu mógł kupić koszulkę, kubek czy figurkę z ulubionym bohaterem albo gdyby mógł wziąć udział w programistycznym hackatonie. Oczywiście, te zainteresowania były wtedy czymś niszowym, a my sami czuliśmy się nieco jak w elitarnym klubie, ale czy każdy z nas nie marzył skrycie, by to co kochamy zostało dostrzeżone też przez innych?

W tekście dotyczącym faktów i mitów na temat geeków napisałam ostatnio, że uwielbiamy się dzielić naszą wiedzą i zainteresowaniami. Współczesna pozycja geeka jako popkulturowego fenomenu daje nam tą możliwość. Mamy niemal nieograniczony dostępu do tego, co kochamy i z łatwością możemy przekazywać nasze pasje dalej. Co więcej, nie musimy już sami tłumaczyć, że komiksy są ekstra, fantastyka to nie tylko elfy i krasnoludy, a planszówki niekoniecznie są dla dzieci. Robi to za nas Hollywood, wytwórcy gadżetów, sławni aktorzy i politycy, którzy otwarcie przyznają się do geek-zainteresowań.

Kilka miesięcy temu po raz pierwszy poszłam do kina na superbohaterski film z tatą, mocno odpornym na moje zainteresowania. Czy nie tego właśnie chcieliśmy kilkanaście lat temu?

Geek kultura jest dziś kulturą komercyjną, kulturą gadżetu. Ale jest też kulturą modną, co oznacza, że ma dużo większą szansę, by docierać do wszystkich, którzy tylko zechcą słuchać. Jak wykorzystają to, co sobą reprezentuje, zależy już tylko od nich.

Geek-ciekawostki

Na koniec kilka ciekawostek dla tych, którzy chcieliby pogłębić temat:

  • w brytyjskim angielskim synonimem słowa geek jest anorak – oznacza osobę jeszcze mniej przystosowaną do życia w społeczeństwie, o zachowaniach mocniej odbiegających od normy – jak na przykład ludzie z chorobą Aspergera;
  • Brytyjczycy zamiennie z geekiem używają też słowa boffin, oznaczającego niezwykle inteligentną osobę, jajogłowego;
  • wspomnianym już japońskim odpowiednikiem geeka jest otaku (obecnie dość negatywne pojęcie, oznaczające osobę zbyt mocno zafiksowaną na danym punkcie) lub Akiba-kei (oznaczający geeka spędzającego bardzo dużo czasu w geek-dzielnicy Akibara w Tokio).

Jeśli chcesz zobaczyć, jak geek kulturę portretuje sama popkultura, koniecznie oglądaj Teorię Wielkiego Podrywu (Big Bang Theory) na Comedy Central Polska. Premierowe odcinki najnowszego, 8. sezonu serialu zobaczysz zawsze w niedzielę o 20.00.

// Wpis komercyjny przy współpracy z Comedy Central Polska

cc

Foto główne Flickr.com/schtumple