Co roku do kin wchodzą tuziny fantastycznych blockbusterów – lepszych i gorszych. Ale na obrzeżach kina, gdzieś daleko za Marvelem i Gwiezdnymi Wojnami, znajdziesz doskonałe, kameralne, niezależne – albo po prostu – przeoczone filmy. Czasem prawdziwe perełki, czasem fajne historie, innym razem ciekawe eksperymenty. Właśnie o takich, niedocenionych przez kulturę masową pozycjach, jest dzisiejszy tekst.

To bezpośrednia kontynuacja wpisu z zeszłego roku, gdzie pokazywałam niedoceniane filmy A. D. 2014. I choć 2015 mamy już dawno za sobą, postanowiłam skupić się wyłącznie na nim, żeby wyznaczyć sobie jakąś klamrę i nie zasypać Was tuzinami filmów.

Również podobnie, jak w zeszłym roku, pod uwagę biorę datę premiery filmu w Polsce (jeśli premiera była). Miej to proszę na uwadze, zanim napiszesz: „Ale przecież to wyszło w 2014!”.

 

Z jak Zachariasz

To nie jest film dla każdego. A już na pewno nie dla tych, którzy postapokalipsę kojarzą wyłącznie z zapachem spalin i dynamicznymi pościgami wprost z Mad Maxa. W Z jak Zachariasz koniec świata jest kameralny i spokojny. Zostawia wśród żywych wyłącznie 16-letnią Ann, jej psa i dwóch mężczyzn, którzy po kolei zjawiają się w jej domu. Nietrudno przewidzieć, że taki trójkąt szybko zamieni się w trójkąt miłosny, a całość skomplikuje się ponad miarę. Jak widzisz, nie znajdziesz tu pościgów, walk i strzelanin – wyłącznie ludzkie dramaty, w nietypowym miejscu i czasie. Warto dać szansę również tak przedstawianej postapokalipsie.

 

Coś za mną chodzi

Czyli w oryginale It Follows. Możesz go znać, bo swego czasu zachwycało się nim kilka blogów / podcastów, mimo to mam wrażenie, że nie jest znany szerszej publiczności. To nietypowy, ale też i mocno niepokojący horror. W skrócie, chodzi o to, że mamy demona, przenoszonego drogą płciową (sic!) z jednego nastolatka na drugiego. Gdy demon zagnieździ się już w umyśle ofiary, zaczyna za nią chodzić – bardzo powoli, ale metodycznie. Można się domyślić, co stanie się, gdy wreszcie uda mu się dotrzeć do nieszczęśnika i jakie będą tego konsekwencje. Jeśli lubisz się bać i masz dość typowych amerykańskich straszaków, obejrzyj koniecznie.

 

Maggie

I znów postapokalipsa w nietypowym wydaniu. Tym razem jakby bliższa, szczególnie tym, którzy zagrywali się w The Last of Us. Mamy ojca, głowę rodziny (Arnold Schwarzenegger) i córkę, powoli zamieniającą się w… zombie (Abigail Breslin). Jak to wpłynie na typową, amerykańską rodzinę? Z czym będą musieli zmagać się rodzice, a z czym sama Maggie? Niezła rola Arniego i mocne emocje.

 

Wiek Adaline

Tytułowa Adaline w wieku 30 lat (tuż przed II Wojną Światową) ulega wypadkowi, w wyniku którego… przestaje się starzeć. Może to i dość banalne zawiązanie tematu, ale prowadzi do nastrojowej, przyjemnej historii o poszukiwaniu miłości, marzeniach i własnej tożsamości. Tak, to „wyciskacz łez”, ale w ładnej, baśniowej konwencji. Na ekran powraca też m.in. Harrison Ford, a córkę tytułowej bohaterki przekonująco gra Ellen Burstyn. Polecam szczególnie na romantyczną geek randkę. :)

 

Infini

Tym razem film… australijski, z tak mocną inspiracją wszystkimi kosmicznymi horrorami w stylu Event Horizon, Obcego czy Pandorum, że trailer ogląda się jak coś znanego od dawna. Mamy koniec 23 wieku, Ziemia jest tak przeludniona, że specjalnie wyszkoleni żołnierze szukają dla nas nowego domu. Jak fani gatunku na pewno wiedzą, nic nie może pójść zgodnie z planem, a tajemnicze siły czyhają zawsze tuż za rogiem.

 

The Hallow

Kolejny horror w zestawieniu, tym razem szczególny nie tylko dlatego, że przeszedł bez echa, ale przede wszystkim ze względu na miejsce, w którym dzieje się cała historia. Film powstał w koprodukcji amerykańsko-brytyjsko-irlandzkiej i właśnie na Zielonej Wyspie osadzono jego akcję. Całość oparto zresztą luźno na irlandzkich pogańskich wierzeniach. Mamy tu dom w głębi lasu, potwory i przestraszoną rodzinę – klasyka klasyk, ale w ciekawym wydaniu.

 

Czego dusza zapragnie

Mam słabość do angielskich komedii, mam słabość do Simona Pegga, a Latający Cyrk Monthy Pythona (reżyserem filmu jest Terry Jones) mogłabym oglądać naokrągło. Dlatego wybaczam filmowi bycie brytyjską wersją Bruce’a Wszechmogącego, a Wam polecam film w sam raz na wieczór z przyjaciółmi.

 

Turbo Kid

Jeśli pokochałeś Kung Fury, pokochasz również Turbo Kida. To szalona, kolorowa jazda bez trzymanki, nostalgicznie powracająca do lat 80tych. Mamy więc postapokalipsę w stylu pierwszych Mad Maxów, komiksowego bohatera i sporą dawkę humoru. Do tego kiczowate efekty specjalne i świetne stroje postapo. Czego chcieć więcej? :)

 

World of Tomorrow

Kończymy krótkometrażowym filmem, który zdążył już zgarnąć ponad 40 nagród na całym świecie. Animacja, która początkowo miała być tylko… wprawką animatorską autora, z niezwykłą przenikliwością pokazuje naszą przyszłość, na głowę bijąc wszystkie hollywoodzkie filmy s-f ostatnich lat. Wzruszająca, słodko-gorzka, a przy tym doskonale narysowana. Koniecznie spróbuj! Film można kupić na stronie autora za symboliczną kwotę. O tutaj.

→ Zobacz też: Najbardziej niedoceniane geek-filmy 2014 roku