Jak przeżyjesz? Co będzie ci potrzebne? Zainspirowana doskonałą książką Marsjanin Andy’ego Weira, postanowiłam zrobić własną listę najpotrzebniejszych rzeczy na kosmiczną wyprawę.

Historia Marsjanina jest prosta – Mark Watney wraz z załogą przylatuje na Marsa w ramach misji Hermes, by spędzić tam ponad miesiąc, zebrać nieco próbek i dostarczyć materiału do dalszych badań Czerwonej Planety. To już trzecia tego typu misja w historii ludzkości, czyli prawie rutyna. Tymczasem wszystko idzie nie tak. Ogromna burza piaskowa przerywa misję po zaledwie 6 solach (sol to jednostka marsjańskiej doby, wynoszącej nieco ponad 24 godziny), załoga wraca w pośpiechu na Ziemię, ale… już bez Marka, który wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje ranny i pozostawiony sam na Marsie.

Sytuacja wydaje się być beznadziejna – zapasów wystarczy tylko na kilkanaście miesięcy, Ziemia uważa go za zmarłego, na dodatek nie ma kompletnie żadnej łączności z rodzimą planetą. A następna misia? Oczywiście, ale… za 4 lata i w miejscu oddalonym od bazy Marka o kilka tysięcy kilometrów.

Generalnie rzecz biorąc, przerąbane, prawda?

Na szczęście nie dla głównego bohatera.

Mark rozpoczyna walkę o życie, wykorzystując całą swoją wiedzę jako botanika, chemika i inżyniera, a także sprzęt i zapasy zgromadzone w Habie (namiocie mieszkalnym na Marsie), a my „podpatrujemy” go dzięki jego dziennikowi, czyli wspomnianej książce właśnie.

marsjanin-weir

Czytając Marsjanina, przy okazji sama zaczęłam się zastanawiać, jak mogłaby wyglądać moja wyprawa na Marsa. I co chciałabym na niej mieć, gdyby sytuacja była krytyczna. Oczywiście pomijam fakt, że to się nigdy nie stanie i że w razie „W” pewnie miałabym wszystko, albo i wiele więcej, ale… można pomarzyć, nie? ;) Jako, że książka Andy’ego jest tak naprawdę mocnym science-fact, a nie science-fiction (autor od 15 roku życia pracuje zawodowo jako inżynier oprogramowania, poza tym jara się kosmosem i NAPRAWDĘ zna się na rzeczy), po jej lekturze można mieć niezłe wyobrażenie odnośnie tego, jak taka samotna marsjańska przygoda mogłaby się potoczyć.

No to poniżej, bez zbędnego marudzenia, 5 rzeczy, bez których nie mogłaby się obyć MOJA wyprawa na Marsa.

1. Książka: „Jak zostać chemikiem/biologiem/geologiem/lekarzem/inżynierem w weekend”

Albo w dwa weekendy. Obojętnie. Sęk w tym, że po lekturze Marsjanina wiem już, że nie przeżyłabym ani pół dnia bez jakiejkolwiek podstawowej wiedzy odnośnie odzyskiwania wody, wytwarzania tlenu i hodowania jedzenia. Tym bardziej, gdy – jak w przypadku Marka Watneya – zapasy przewidziane były na miesiąc, a na Czerwonej Planecie z dużym prawdopodobieństwem trzeba będzie spędzić ponad 4 lata…

Zresztą doskonale widać to w samej książce. Wzory chemiczne i skomplikowana terminologia sypią się gęsto, a przez kilka pierwszych stron dane jest nam czytać o fascynującym… uzyskiwaniu wody czy produkcji tlenu. Ze szczegółami. Andy Weir nie odpuszcza niczego, by jak najwierniej oddać klimat niegościnnej planety i sposoby na przetrwanie głównego bohatera.  Przez to pierwsze kilkanaście stron może okazać się prawdziwą ścianą dla mniej zdeterminowanych czytelników, później fragmentami też jest niewiele lepiej.

2. Dużo dobrej kultury

Mark to taka postać, której nie sposób nie lubić. Nie traci głowy nawet w najtrudniejszych warunkach, zawsze jest w stanie znaleźć rozwiązanie problemu, a przy tym jest autentycznie dowcipny i obdarzony ogromną pogodą ducha. To chyba najzabawniejszy Robinson Crusoe, jakiego stworzyła literatura. Najgorzej znosi tylko dwie rzeczy – kilka giga muzyki disco z lat 70tych oraz kryminały Agaty Christie, czyli jedyne przejawy kultury jakie zostały mu po członkach załogi.

Tak, kilka lat tylko z muzyką disco i Agatą Christie. To brzmi naprawdę jak horror. Dlatego jedną z podstawowych rzeczy do zabrania na Marsa jest ogromny pendrive z KOSMICZNĄ ilością muzyki wszelakiej. I Kindle wyładowany po brzegi książkami. Mam nadzieję, że energii do zasilania nie zabraknie, a małe elektroniczne gadżety są lekkie i na pewno nie zaburzą wyśrubowanych norm odnośnie ciężaru zabieranych rzeczy osobistych.

A co to będzie?

W tym na pewno coś z tych playlist: Moje ulubione geek-playlisty

Oraz z tych książek: Skąd brać darmowe e-booki na Kindle

3. Składana wanna

Ej, tak naprawdę to niespecjalnie wiem, jak by ta wanna miała wyglądać, ale gdybym leciała na Marsa, na pewno miałabym od tego sztab ludzi z NASA, nie? No więc, Markowi brakowało porządnego miejsca, żeby wziąć długą, gorącą kąpiel. Szczególnie po tym, jak…. Aaaaa nie, tego wam nie zdradzę. Powiem tylko, że taka wanna to byłby must-have. Trust me.

4. Coś łatwopalnego

Tylko ciiicho, żeby NASA się nie dowiedziało!

Wbrew pozorom, na stacji kosmicznej o łatwopalne przedmioty bardzo trudno. A Marsjanin pokazuje bardzo dobitnie, że ogień jest jedną z kluczowych spraw na Czerwonej Planecie – prawie jak kilka tysięcy lat temu. ;) Tak więc trzeba będzie przemycić coś, co się nada – wiem, że papier nie przejdzie, za to drewno jak najbardziej – czyli naturalna biżuteria to jeden z moich numerów jeden na liście!

5. Bulwa ziemniaka. Albo cztery.

Absolutnie najistotniejszy element mojej wish-listy. Czemu? Zapraszam do Marsjanina. ;)


KONKURS!

Marsjanin_Andy-WeirJeśli chcielibyście przeczytać niesamowitą książkę o kosmicznym Robinsonie Crusoe, czyli Marsjanina, wspólnie z Wydawnictwem AKURAT przygotowaliśmy dla Was mały konkurs.

Aby wygrać egzemplarz wystarczy, że w komentarzu pod tekstem napiszesz, jakie trzy rzeczy byłyby Ci absolutnie niezbędne podczas samotnej wyprawy na Marsa. Odpowiedź oczywiście trzeba uzasadnić. Po przeczytaniu Marsjanina zwycięzca sprawdzi, na ile jego przewidywania pokrywają się z rzeczywistością. :)

Konkurs trwa do piątku, a najfajniejszą odpowiedź nagrodzę książką!

 

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Książkę, za odpowiedź, która rozbroiła mnie totalnie (!), otrzymuje KiSuR.

Dziękuję pięknie i do następnego! ;)

 

 

A na koniec mam dla Was pierwszego psa na Marsie! ;D

pierwszy_pies_w_kosmosie
Więcej znajdziecie na moim Instagramie

Fot główne:kevin dooley via photopin cc