Wokół konsol narosło już tyle głupich i niepotrzebnych mitów, że równie dobrze można byłoby obsiać nimi wirtualne pola, zbierać i sprzedawać na pęczki w pobliskim warzywniaku.

A oto te najpopularniejsze:

1. Przecież na tym nie da się grać w FPSy!

Argument numer jeden, król wszystkich bzdurnych argumentów świata. Otóż, wyobraź sobie drogi konsolowcu, na konsoli NIE DA się grać w FPSy, w ogóle nie da się grać w nic, a pady są nieintuicyjne, niewygodne, dziwne, a myszka-oraz-klawiatura FTW!!11

Po pierwsze, to przekonanie miało sens wtedy, kiedy kontrolery nie różniły się niczym od padów z ziemniaka. Dzisiaj sterowanie naprawdę daje rade, podobnie jak same gry, które robione są z myślą o konsolowcach i konkretnym układzie sterowania. Przecież, na litość boską, nikt nie przekłada gier PCtowych na inną platformę 1:1! Więc nie o to chodzi, że grać się „nie da”, ale że gra się inaczej.

Że mniej wygodnie? Też bzdura, raczej: trudniej. I tym więcej satysfakcji daje dobre opanowanie tej sztuki.

To po drugie.

fps-on-console_o_918813

Po trzecie, nikt właścicielowi konsoli nie musi udowadniać, że PCtowiec rozpykałby go w dowolnej grze online ze swoją superczułą myszką i gamingową klawiaturą. On to już wie. I ma to w nosie.

Dlatego nie tworzy się gier crossplatformowych, by nikt nikomu różnymi stylami gry, umiejętnościami i posiadanym sprzętem nie przeszkadzał w takiej formie onlinowej rozrywki, jaką lubi. Napinanie wirtualnych muskułów (przez obie strony) nie ma więc żadnego znaczenia.

2. Konsole są dla casuali

Przy czym należy wymówić słowo „casual” przez zaciśnięte zęby, z pogardą i rzucając pełne dezaprobaty spojrzenie. Nie będę tu wchodzić w dyskusję, czy casual jest pojęciem negatywnym, odsyłam do mojego starego tekstu dotyczącego casualowego grania właśnie. Ja tu o czym innym.

A mianowicie o tym, że konsole są tak samo casualowe jak dowolny PeCet. Czyli, wszystko zależy od osoby, gry, umiejętności i preferencji. Owszem, Kinect czy SingStar to rozpoznawalne aspekty gier konsolowych (i gwarancja rozruszania każdej imprezy, I’m telling ya ;)), ale proste odmóżdżacze są wszędzie. I nie definiują platformy. To tak, jakby oceniać komputer z Windowsem po tym, że do instalki dodawany jest pasjans i Saper.

3. Albo dla dzieci

Stereotypowo pojmowany gracz konsolowy jest jednym z dwóch: albo 10-letnim dzieciakiem plumkającym sobie w niezobowiązujące tytuły, bo konsolę dostał na komunię, albo 30-letnią, niezbyt ogarniętą w grach video kobietą. W obu przypadkach: wrzodem na dupie.

 

online-console-vs-pc

 

Czemu oczywiście przeczą wszystkie możliwe badania i statystyki sprzedaży oraz zachwyt (dorosłych i doświadczonych!) graczy nad takimi tytułami jak The Last of Us czy Heavy Rain.

Powiedziałabym nawet, że konsola jest doskonałym wyjściem dla takich „casuali z przymusu” (czyli nie mających czasu na hardkorowe granie), jak ja. Łatwa instalacja i konfiguracja czy brak „przeszkadzajek” w postaci powiadomień poczty/maila/Skype, a przede wszystkim duży monitor i wygodna kanapa (;)) umożliwiają cieszenie się czystą rozgrywką bez dodatkowych obciążeń.

Teraz, z rodziną i pracą na etacie na karku, nikt nie ma czasu na spędzanie kilku dni na wyborze odpowiedniej konfiguracji maszyny, a potem długie i żmudne ogarnianie ustawień gry na PCcie, by z tej konfiguracji wyciągnąć jak najwięcej. Tak jest łatwiej, szybciej, a przede wszystkim – można przejść od razu do tego, co lubi się najbardziej – grania.

4. To zabawka dla bogatych

Wcale nie twierdzę, że gry są tanie, a konsola kosztuje 5 złotych. Sęk w tym, że osoba kupująca konsolę nie przeleżała 200 lat pod lodem i jest świadoma zarówno cen samego sprzętu, jak i gier w ogóle. To, że ktoś kupuje gry na Steamie za grosze, a ktoś inny pozycje konsolowe za wielokrotność tej sumy nie jest powodem do wywyższania się którejkolwiek ze stron. A już w ogóle uważanie się za lepszego (bardziej cwanego, bardziej zaradnego życiowo) człowieka tylko dlatego, że ściąga się gry z Zatoki Piratów, jest mocno niesmaczne.

Konsola i ceny jej gier są świadomym wyborem  – podobnie jak chęć nadążenia za wymaganiami gier PCtowych wiąże się z ciągłym upgradowaniem sprzętu. Zaglądanie komuś w ten sposób do portfela i piętnowanie z tego powodu wystawia złe świadectwo nie krytykowanemu, a krytykującemu.

Nie wspominając o tym, że dzięki punktom wymiany gier starsze tytuły można upolować za naprawdę małe sumy. Podobnie, jak gry PCtowe. I po co się kłócić?

5. PC Master Race!

Czyli nieustająca chęć udowadniania posiadaczom konsol, że są graczami gorszego gatunku. Być może jestem subiektywna, ale jednak trendu odwrotnego nie widzę. No, może małe pstryczki w nos z powodu niektórych tytułów (GTAV na PCta anyone? ;)). Tymczasem wpisanie w Google powyższej frazy skutkuje setkami memów, w tym koszulek, kubków, pluszaków i majtek z dumnie wypisanym PC Master Race.

Czy mi to przeszkadza? Nie, raczej nudzi i rozczarowywuje.

pc-vs-console

 

 

No bo – jaki to wszystko ma sens? Czy każdy z nas nie może wybierać takiej platformy, na jaką akurat ma ochotę – zależnie od humoru, dostępnych tytułów, okazji i zasobności portfela? W końcu wszyscy kochamy to samo – gry. ;)

Ciekawa jestem, jakie Ty masz doświadczenia z posiadaniem konsoli i krytyką tego faktu przez innych. Może dodasz w komentarzu jakieś inne argumenty, o których nie pomyślałam?

Keep calm & play games, folks!

pc_vs_console_war_rant_by_writerman674-d4xouri

 

 

 

Foto główne: Daniel  E Lee via Flickr