Ponad 40. Słownie: ponad czterdzieści knajp dla graczy, fantastów, fanów Harry’ego Pottera i Władcy pierścieni w całej Polsce. Tyle wyszło mi przy okazji pierwszego spisu geekowych knajp w naszym kraju. Dużo? Nie tyle, ile by się chciało.

Na prawie pół setki klubów, pubów i kawiarni na palcach jednej ręki policzyć można te nie nawiązujące tematycznie do gier wideo albo planszówek. A te, które koncentrują się wokół jednego tropu kulturowego (np. tolkienowskie czy te inspirowane serialem Przyjaciele) to już na palcach jednej ręki niezbyt ostrożnego drwala.

Niewątpliwie żyjemy w najlepszych czasach dla fanów elektronicznej rozrywki, więc nic dziwnego że uwaga skupia się właśnie na nich. Ale chciałoby się więcej. W mediach, na blogach, w internecie i w kulturze.

Pamiętam, jak podobny boom przeżywały gry fabularne. To o RPGach się mówiło, pisało, to RPGowe knajpy (a raczej – sklepy, bo kto wtedy miał pieniądze na przesiadywanie w pubie) święciły triumfy i zbierały wokół siebie ludzi. Moda przeminęła i dziś w powszechnej świadomości nie ma już na gry fabularne miejsca. Gdzieś na obrzeżach majaczą konwenty, dziś będące raczej zlotami fanów popkultury. LARPy kojarzone wyłącznie z rozdmuchanymi Witcher School za kilka stówek. A tymczasem fandom żyje i ma się dobrze. Tylko miejsca na głównej scenie mu brak.

A jeśli nie widać fantastów, to co powiedzieć mają fani postapo, horrorów, zombie apokalipsy, fani Star Treka i hard sci-fi? Mole książkowe, fani robotów i dinozaurów?

To, czego najbardziej brakuje mi w naszym kraju, to różnorodności. Eksperymentów. Większej odwagi w manifestowaniu i organizowaniu się wokół hobby. Wybieramy bezpieczne: gry wideo, komiksy, planszówki, marvelowe MCU. To wokół nich budujemy własne internetowe aktywności, zakładamy knajpy, organizujemy spotkania.

A przecież siłą geeka jest nieustanna ciekawość. Odwaga poznawania świata, chęć by swoją pasją dzielić się z innymi. Istnieje co najmniej 50 różnych odcieni (cytując pewien znany film) naszych hobby, które warto byłoby pokazać światu. Może warto spróbować?

// Foto główne: Flickr / Evil Cheese Scientist