Jestem ostatnią osobą, która narzekałaby na cokolwiek, co ma w nazwie „społecznościowe”. W końcu social media dały mi pracę, szansę na rozwój i wiedzę, by Jestem Geekiem prowadzić tak, jak na to zasługuje.

Mimo to nie mogę patrzeć, w jakim kierunku rozwija się teraz finansowanie społecznościowe, czyli w lengłydżu – crowdfunding.

Do rzeczy. Media dziś (no dobra, Fejsa, ale kto dzisiaj czyta gazety…? ;)) obiegła informacja o dwóch finansowanych oddolnie inicjatywach. Pierwszą z nich jest ostatni dzień został do wsparcia najbardziej epickiego powrotu na scenę od czasu 30 sekund Arnolda Schwarzeneggera w Terminatorze: Ocalenie, czyli restartu czasopisma Magia i Miecz na wspieram.to.

Drugą, jest założony na Indiegogo projekt, po sfinansowaniu którego do masowej produkcji trafią… pixelowe majtki.

Nie, to nie będzie tekst o tym, że pixelowe majtki nie są warte wsparcia, a MiM tak. Pixelowe majtki są osom i sama na pewno chciałabym je mieć. Co nie zmienia faktu, że takie projekty jak 8-bitowa bielizna mijają się z ideą crowdfundingu. A przynajmniej mijają się z moim wyobrażeniem o nim.

Dlaczego? Bo są składaniem się na pensję zamiast wsparciem dobrego pomysłu – czyli zaprzeczeniem idei finansowania społecznościowego, jaki od zawsze miałam w głowie.

Dla mnie serwisy takie jak Kickstarter, Wspieram.to, Polak Potrafi czy Indiegogo to miejsca, w których finansowanie uzyskać mogą projekty piękne, acz beznadziejne. Beznadziejne dlatego, że przez swoją innowacyjność są drogie, często nawet w początkowej fazie nieopłacalne lub po prostu niemożliwe do wykonania bez zastrzyku gotówki. A co za tym idzie – najczęściej nieatrakcyjne dla tradycyjnych inwestorów.

Dlatego przepięknym wydaje mi się wspieranie nietypowych zastosowań drukarki 3D, Sabertrona, wyprawy studentów do USA żeby przedstawić projekt budowy stacji kosmicznej na Marsie czy na przykład porwania się na pomysł tak szalony, jak próba reaktywowania czasopisma o niszowym hobby, w czasach gdy wydawanie papierowych gazet traci powoli sens.

Natomiast kompletnie nie rozumiem społecznościowego wspierania pixelowych majtek. Jasne, pomysł sam w sobie jest zacny, ale mam wrażenie, że jedyne na co się tu składamy, to lekki i miękki start zwykłego sklepu z geek-gadżetami. Zresztą twórcy potwierdzają to, pisząc wprost, że kasa pójdzie na produkcję i na postawienie sklepu online.

Czyli zamiast zaryzykować, być może uzyskać wsparcie w postaci kredytu dla przedsiębiorcy albo odłożyć trochę gotówki, wyciągają ręce po najprostszą, bo nieoprocentowaną i niezwrotną kasę. A nawet więcej – po prostu sprzedaja swój produkt przez medium posiadające duży zasięg (w tym przypadku portal crowdfundingowy Indiegogo), bo wszak za wsparcie dziękują „w naturze”, a więc w rzeczonych majtach.

W sprawach gospodarczych jestem strasznym liberałem i uważam, że na to, kim jesteś i gdzie pracujesz, każdy powinien zapracować sobie samodzielnie. Bo sama jestem przykładem, że można robić to, co się kocha, bez wsparcia ze strony Państwa, rodziny, znajomych i pieniędzy.

Dlatego właśnie pixelowe majtki, które są zwykłym komercyjnym przedsięwzięciem (do ich wytworzenia nie potrzeba nie wiadomo jakich maszyn czy umiejętności) przegrywają dla mnie z tym, co powinno naprawdę cechować społecznościowe finansowanie – wsparciem idei. Tak, jak wsparciem idei jest reaktywacja Magii i Miecza.

Szkoda więc, że projektów w stylu tego pierwszego na portalach crowdfundingowych jest coraz więcej. Nagle okazuje się, że komercyjne studia gier, które do tej pory wydawały kolejne tytuły bez problemu, nie potrafią zrobić pół poziomu bez kasy od ludzi. Że nie da się nakręcić filmu, nagrać płyty czy zorganizować konwentu.

Trzeba nam kupić produkt ZANIM powstanie, bo inaczej nie powstanie w ogóle. Bo twórcy nie będą mieli nawet ochoty zacząć go o nim myśleć.

A w tym natłoku finansowanych projektów, z których największe szanse coraz częściej mają te, za którymi stoi najlepszy sztab ludzi od reklamy (a więc i kasa), gubić się mogą nie tak spektakularne, ale jednak najbardziej postępowe i oryginalne. Czyli takie, które stały u podstaw crowdfundingu jeszcze kilka lat temu.

Ciekawa jestem, czy ktoś (ktokolwiek? ;)) się z tymi spostrzeżeniami zgodzi.

P.S.: Magię i Miecz możecie wspierać jeszcze tylko przez jeden dzień. Kto tego jeszcze nie zrobił, niech czym prędzej klika TUTAJ. Warto!

fotka: Lotus Carroll via photopin cc