Na pierwszy Intel Extreme Masters przyszłam bez biletu i z bardzo podstawową znajomością e-sportowego światka. Byłam z pół godziny przed rozpoczęciem, więc do środka weszłam po 15 minutach. Przed drugim IEMem na szczęście zaopatrzyłam się w karnet, za to interesował mnie głównie LoL, więc sobotę odpuściłam sobie w zasadzie całkowicie. A po trzeciej edycji… dopiero wtedy zrozumiałam, jak na tej imprezie bawić się naprawdę dobrze. I że bynajmniej nie jest ona dla wszystkich.

Intel Extreme Masters to wydarzenie szczególne, pod każdym względem. Nie można jej jednak w łatwy sposób opisać wyświechtanym hasłem „święto fanów elektronicznej rozrywki”, bo nim nie jest. Nie można przyrównać do PGA – bo to się nie składa.

Po trzeciej BIGGER, BETTER AND MORE BADASS edycji stwierdzam, że jest to wydarzenie dla szczególnego typu graczy. I – choć liczby mówią co innego – nie każdy musi się na nim odnaleźć.

Intel Extreme Masters nie jest dla Ciebie, jeśli…

1. …nie lubisz League of Legends

A przede wszystkim e-sportu w ogóle. Jeśli Twoim konikiem są rozbudowane fabularnie RPGi albo ścigałki, strzelanek nie lubisz, a MOBA wywołuje odruchy wymiotne – szkoda czasu na stanie w kolejce i pieniędzy na bilety.

IEM nie jest świętem graczy. Jest świętem fanów e-sportu, na dodatek w konkretnych odmianach, w tym przypadku: League of Legends, Starcraft II i Counter Strike: Global Offensive. Oczywiście, obie te grupy mają zbiór wspólny, ale nie jest on tożsamy.

90% (o pozostałych 10% będzie za chwilę) radości z katowickiego Intel Extreme Masters to śledzenie rozgrywek, w szczególności – jak łatwo można się zorientować z umiejscowienia w tym roku meczy półfinałowych i finałowych – LoLa. Bez znajomości podstawowych zasad tej najpopularniejszej na świecie gry z gatunku MOBA traci się bardzo wiele i to zwyczajne „bieganie po planszy małymi ludzikami w kolorowych wdziankach”, faktycznie nieinteresujące.

IEM_2

(źródło /Alex Hugo)

Wiem co mówię, bo moja wiedza o LoL z roku na rok rośnie, rośnie więc też komfort oglądania rozgrywki. A potwierdza to też przypadek moich dwóch bliskich znajomych, z którymi spędziliśmy finały (Voldy, Vizdoom, pozdrowienia! :)). Pierwszy mecz obejrzeli bez znajomości podstawowych zasad, drugi po krótkim przeszkoleniu. Sami przyznali, że odbiór jest zupełnie inny.

W ogóle przypadek League of Legends jest ciekawy w kontekście IEM, bo jest to bodajże najczęściej padający ofiarą stereotypów tytuł. Nigdy w życiu od osób, które nie znają danej gry, nie usłyszałam więcej negatywnych opinii, jak o LoLu właśnie. I jak co roku, tytuł kwitowany jest kpiącym: „to gra dla gimbazy”, podczas gdy stopień złożoności tytułu, ilość możliwych do zastosowania taktyk, a co za tym idzie – niesamowity poziom umiejętności drużyn, jest mocno do pozazdroszczenia.

Ale to chyba temat na zupełnie inny tekst. Liznęłam go nieco w zeszłym roku, również przy okazji tej samej imprezy:

2. …interesuje Cię wyłącznie jeden turniej

Oczywiście tradycyjnie zdanie to traci na mocy, kiedy mówimy o League of Legends, bo jak wiadomo, większość turnieju podporządkowana jest właśnie tej grze. Ale umówmy się, że to wyjątkowy przypadek. ;)

Prawdziwą siłą IEM jest różnorodność i kompletnie inne emocje towarzyszące każdemu z trzech tytułów. Oczywiście, znam osoby, które przyjeżdżają obejrzeć tylko grę X, mimo to ja w tym roku najlepiej bawiłam się, gdy z jednakowym zainteresowaniem oglądałam CS:GO i LoLa (może kiedyś dojrzeję do tego, by dogłębnie poznać i zainteresować się Starcraftem, ale nie spodziewam się, by było to szybko ;)).

I choć w tym roku organizatorzy postarali się, by niezainteresowani meczami nie mogli się nudzić, to jednak po obejrzeniu wszystkich stoisk, zrobieniu zdjęć z cosplayerkami i zeżarciu całego pysznego jedzenia z food trucków koniec końców najwięcej satysfakcji przynosiły rozgrywki właśnie.

IEM_3

(źródło / Alex Hugo)

Niezależnie, czy na dużej spodkowej hali, czy cisnąc się w MCK, to właśnie doskonała gra najlepszych drużyn i graczy świata była – i zawsze jest – kwintesencją IEM. To dla niej chce się spędzać te godziny w kolejkach i przeciskać w tłumie, to dla niej siedzi się po kilka godzin na niewygodnych krzesełkach w dziwacznych pozycjach.

W każdym innym przypadku ta impreza skończy się dla Ciebie po 10 minutach od obejścia wszystkich stoisk i szybkiego rzucenia okiem na halę Spodka. A to mało, dużo za mało.

3. …nie lubisz poznawać nowych ludzi

To oczywiste, że wszystkich IEMowiczów nie poznasz. Ale na tej imprezie z ludźmi gada się totalnie wszędzie – w kolejce, przy budkach z żarciem, w rzędzie, w którym siedzisz…

Renoma imprezy jest też zresztą tak duża, że do Katowic faktycznie zjeżdża się pół Polski, co daje szansę na spotkanie dawno niewidzianych znajomych. Lub takich, których do tej pory znało się tylko z sieci. Dla mnie był to w tym roku bardzo intensywny towarzysko czas, przez co IEM zyskał kolejny, bardzo ciekawy wymiar.

Jeśli więc nie lubisz tego robić i masz zamiar przemykać po korytarzach niczym duch, po rozgrywkach jedziesz od razu do domu, a nie spotykasz się z innymi fanami chociażby na afterze w Cybermachinie, zapewniam, że ominie Cię wielki, ekscytujący kawałek tego niezwykłego święta. Warto!

4. …masz uczulenie na gimbazę ;)

Okej, przepraszam, ten śródtytuł jest wyłącznie perfidnym przykuwaczem uwagi. W końcu sama pisałam wcześniej, że takie stereotypizowanie jest mocno nie fair.

Mimo to, warto wiedzieć, że faktycznie podczas imprezy można poczuć się… staro, bo średnia wieku oscyluje w granicach 15 lat. IEM zdecydowanie jest impreza dla młodych, głównie dlatego, że w Polsce gry ciągle uważane są za zajęcie niepoważne.

Na szczęście, to również się zmienia. Zdarzały się osoby koło 30-stki, zdarzali rodzice z dziećmi (ci pierwsi bynajmniej nie przyszli na IEM tylko, by przypilnować dziecko), a nawet kilka osób w mocno zaawansowanym wieku.

5. …lubisz spokojne imprezy, lokalne spotkania fanów i kanapowe rozgrywki ze znajomymi

Przygotuj się na brak spokoju, ciągłe przepychanki, kolejki do wszystkiego i horrendalne ceny. Na wrzaski, tłum, obsuwy w programie, duchotę, zapchaną szatnię, nieprzyjemnych ochroniarzy. To wszystko (i wiele więcej) spotka Cię tu i na każdej większej imprezie gamingowej.

IEM_4

(źródło / Alex Hugo)

Ale przygotuj się też na emocje. Na sport na najwyższym poziomie, nawet jeśli z przedrostkiem „e”. Na tysiące ludzi skandujących w jednym rytmie. Na przeżywanie porażek i sukcesów x1000. Na radość, od której pęka sufit. Na tysiące ludzi, którzy niezależnie od wieku i płci, są w tym miejscu z Tobą, w tym samym celu – by przeżyć coś, co nie zdarza się nigdzie indziej na świecie. Na społeczność, która pokaże, że gry mogą być sportem, biznesem, rozrywką, sposobem na życie – a przede wszystkim – ogromną pasją, łączącą przez kraje, kontynenty i pokolenia.

Taki właśnie jest Intel Extreme Masters. Sam zdecyduj, czy jest to również impreza dla Ciebie.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnego profilu Intel Extreme Masters.