Są dziedziny naszej geek (sub)kultury, które trudno sobie wyobrazić. Z pewnym rozbawieniem zawsze traktowałam poezję okołofantastyczną, sztuki teatralne na podstawie gier komputerowych czy półnagie kobiety na inspirowanych fantasy płótnach. A potem zobaczyłam, co robi Mariusz Wildeman.

Krytyk sztuki ze mnie mniej więcej taki, jak gracz w skomplikowane strategie turowe, nie chcę więc zagłębiać się w analizowanie czegokolwiek, co Mariusz zrobił. Zdecydowanie wolę chłonąć.

A co robi Mariusz? Mariusz maluje. Tworzy obrazy na płótnie. Ale nie są to pełne kiczu cycate panie z mieczami i dorodni panowie w zbrojach. Oj nie! Mariusz Wildeman przetwarza gamingową (w szczególności retrogamingową) kulturę w niesamowity sposób. Jest oryginalnie, kolorowo, abstrakcyjnie. Pięknie.

Na dzieła Mariusza trafiłam podczas tegorocznej Retrogralni we Wrocławiu. Zakochałam się totalnie! Najpierw w barwach i kształtach, dopiero później w znaczeniach, jakie ze sobą niosą.

Mariusz_Wildeman_Battery_charging_with _help_of Mj_Ładowanie baterii_z_pomoca_Mj_ 100140cm_oiloncanvas_2011.

 

Niestety, nie udało mi się go spotkać osobiście. Dlatego tym krótkim postem chciałam mu podziękować za otworzenie oczu. I za niezwykłą niespodziankę – pojechałam na dobrą imprezę gamingową, a trafiłam na kawał sztuki. Takiej przez duże „eSZ”. ;) No i oczywiście przeprosić za pożyczenie grafik do tekstu z oficjalnego bloga (na który koniecznie musicie wejść: Mariusz Wildeman).

Uwielbiam spotykać takich zdolniachów. ;)

P.S.: Obraz z głównego zdjęcia jest moim ulubionym. Obiecałam sobie, że kiedyś go będę miała. ;)

Mariusz_Wildeman_Rebirth_100x70cm_acrylic_on_canvas_2014