Fotorealistyczna grafika, rozbudowane scenariusze, setki zatrudnionych aktorów i miliardy na promocję. Dziś gry są jednym z najbardziej lukratywnych przemysłów na świecie. A przecież doskonale pamiętamy czasy, gdy elektroniczna rozrywka była z pozoru prostsza, a mimo to – często dużo ciekawsza. Co takiego mają gry retro, że wciąż chcemy do nich wracać?

 

Zasada easy to play, hard to master

Contra

Biegnij w prawo, strzelaj do przeciwników, nie daj się zabić. To z grubsza wszystko, co musiałeś wiedzieć, by doskonale bawić się w grach takich jak Contra czy Dungeon Master, Banalne? No jednak nie, bo żeby być naprawdę dobrym, należało poświęcić kilkadziesiąt (a często i kilkaset) godzin. Dziś skomplikowane sterowanie często nie przekłada się na fun z gry – po opanowaniu wszystkich skrótów klawiszowych, ewentualnie kombinacji przycisków na padzie, pozostaje mozolne przebijanie się przez kolejne fale wrogów, szukanie znaaaajdzieeeek… Przepraszam, ziewnęłam sobie.

 

Grafika, pozostawiająca tak wiele wyobraźni

space_invaders

Pikselowa grafika była dla nas wtedy niczym najlepszy film – bo nie znaliśmy niczego lepszego. Ale i nie musieliśmy znać – proste kształty, umowne animacje – nie mogę sobie wyobrazić lepszego ćwiczenia pobudzającego wyobraźnię. „Rzeczywisty” Mario czy książe z Prince of Persia dla każdego z nas mógł wyglądać inaczej. Ileż to dawało pola do domysłów, jak bardzo prosiło się, by na tym budować coś własnego.

 

Radość z gry była najważniejsza

spy_spy

Współczesne tytuły mają tendencję do zamieniania się w filmy. To naturalne, biorąc pod uwagę coraz bliższą rzeczywistości grafikę. Szkoda tylko, że filmowość tak często góruje nad samą rozgrywką. Dziś już nikogo nie dziwi raptem 1,5 godziny gameplayu w The Order 1887 i długie cutscenki w produkcjach Kojimy. Tymczasem stare gry być może nie grzeszą fabułą, za to nadrabiają nieprzyzwoitą wręcz radością z gry – są esencją tego, dlaczego zainteresowaliśmy się elektronicznym graniem za młodu.

 

Brak patchów i DLC

dlc_meme

Szło się do sklepu albo na giełdę i kupowało zestaw dyskietek/kardridża/płytę CD. I co? I tyle! Zero one day patch, zero płatnych DLC. Gry wychodziły pełne i niezmienione, w konkretnej cenie i z konkretnym zestawem ficzerów. Miało to oczywiście i swoje złe strony, bo gra z błędami albo źle przetestowanymi rozwiązaniami pozostawała taką na zawsze. Mimo to, jak dobrze pomyśleć o tych starych czasach, gdy wiedziałeś, że to, co kupujesz, nie zmieni się znacznie po premierze.

 

Tablica wyników w grach arcade

newhighscore

Jak cudownie było w salonie gier wpisać się wyżej, niż ktokolwiek inny i z niepokojem patrzeć, czy ktoś przypadkiem nie przebije twojego wyniku. Nie może się z tym równać żaden system achievementów czy trofeów. Po prostu nie może.

 

Salony gier

retro_arcade

Miejsca, w których wydawało się ostatnie kieszonkowe, bynajmniej nie będące mekką szukających łatwych pieniędzy amatorów hazardu jak obecnie. Mniejsza o klimat, paczkę znajomych i ciągłą rywalizację. Ilość gier produkowanych wyłącznie dla salonów, ich szalone kontrolery (od replik pistoletów po repliki aut czy motocyklów) i bezlitosny poziom trudności – to było to, za czym tęsknię najbardziej!

 

Joystick

joystick

A skoro o kontrolerach mowa, to żadna myszka, pad czy wiilot nie może równać się ze starym, dobrym joystickiem. Radosne naciskanie wszystkiego co popadnie, szarpanie joysticka aż ten wreszcie wyzionie ducha… Kto nie poznał tego w młodości, nie wie co to radość z gry!

 

Brak let’splayów i tutoriali online

daughter-dad-gaming

Pamiętam, gdy utknąwszy w trudnym momencie w pierwszym Broken Swordzie musiałam dzwonić (z telefonu stacjonarnego, oczywiście) do znajomych albo czekać do następnego dnia, by zapytać kogoś w szkole o wskazówkę. Nikt nie przechodził gier na Youtube, nikt nie czytał rozwiązań – trzeba było do nich dojść samemu. Albo przynajmniej posocjalizować się ze znajomymi, którzy rozwiązania znali. Dzięki temu świat za firewallem miał jeszcze jakiś sens. ;)

 

Lokalny coop i/lub split screen

sensible_soccer

Wspomniana już Cotra, Bomberman i wszystkie bijatyki – od Tekkena do Mortal Kombat. Żadnego alienującego multiplayera – tylko dwie (trzy, cztery…) osoby, jeden ekran, kilka kontrolerów i wspólny megafun. A pamiętacie nocki i kolegów z Heroes of Might and Magic III w trybie Hot Seat? To właśnie były prawdziwe „społeczne” gry, a nie jakieś tam Candy Crush Sagi i inne Farmville…

 

Wspomnienie dobrego dzieciństwa

video-game-emulator-playing-family

W którym nie liczyły się coraz lepsze sprzęty i mocniejsze karty graficzne, a wyjście na dwór było równie ważne, jak kilka wspólnych rund w Tekkena, w którym nikt nie obrażał cię w sieci, a producenci nie wyciągali pieniędzy w grach free to play. Za to, że dla twórców liczył się tylko gracz i że chcieli być dumni ze swoich gier. Wiem, że my jesteśmy. :)

 

A ty za co kochasz stare gry? KONKURS!

Wspólnie z wydawnictwem Trefl przygotowaliśmy mały nostalgiczny konkurs. Do wygrania jest planszówka Boss Monster, zainspirowana grami retro.

boss_monster

Wyniki!

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie – nie raz i nie dwa łezka zakręciła mi się w oku, czytając Wasze teksty! Ostatecznie, nagrodę (Boss Monstera) otrzymuje:

Marek Radwański

Gratuluję serdecznie, a reszcie dziękuję za super odpowiedzi!