Byłam na Gamescomie i było osom – i to w zasadzie koniec relacji z tego niesamowitego wydarzenia. Głównie dlatego, że impreza skończyła się dwa tygodnie temu, a w internetach to cała wieczność, więc nie ma sensu odgrzewać nieświeżego kotleta. Mimo to ten wpis ma ciągle szansę być aktualny.

A to dlatego, że Gamescom, jak każde inne targi, to również mistrzostwo logistyki. Logistyki, można powiedzieć, dwustronnej, bo przy tysiącach uczestników i kilkudziesięciu wystawcach, napocić się organizacyjnie muszą Ci, którzy za imprezę odpowiadają, jak i gracze (w końcu trzeba dojechać, a potem przeżyć i nie dać się stratować w tłumie).

Targi mają zresztą zupełnie inną „filozofię działania”, specyfikę i klimat niż konwenty (oraz festiwale) fantastyki. Właśnie dlatego pomyślałam, że warto w jednym miejscu zebrać wszystkie najważniejsze tips & tricks dotyczące (głównie) GamesComu – na przyszły rok będzie jak znalazł. ;) Część z nich na pewno przyda się też przy okazji innych imprez tego typu, chociażby nadchodzącego Poznań Game Arena, które mam zamiar odwiedzić po raz trzeci.

Tradycyjnie, jeśli wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto na targach bywa i chciałby podzielić się wrażeniami i obserwacjami, zapraszam do komentarzy poniżej!

(Wszystkie foty GamesConowe pochodzą z oficjalnego profilu imprezy na Facebooku)

 

1. It’s all business, baby!

Nie oszukujmy się, w GamesComie nie chodzi o graczy. A przynajmniej nie tylko o nich. „Zakulisowa” strefa biznesowa, otwierana dzień wcześniej, niedostępna dla zwiedzających i prawie w połowie tak duża, jak część ogólnodostępna, to miejsce, gdzie dzieje się prawdziwa magia. Właśnie tam spotyka się gamedev, a także firmy zajmujące się działalnością okołogranżową (dostawcy oprogramowania, agencje marketingowe, stowarzyszenia, media). Nie ma tam może sław z pierwszych stron zagranicznych portali o grach (choć mignął mi Peter Molyneaux ;)), za to znajomości tam zawarte mogą być bardzo często, w szczególności dla mniejszych developerów, trampoliną do sukcesu.

Hint: strefa biznesowa jest ogólnodostępna dla wszystkich, którzy wykupią odpowiedni bilet, łatwo więc dostać się na miejsce nawet bez konieczności posiadania stoiska. Można też spróbować wspólnego wyjazdu z większą organizacją regionalną lub nawet krajem (w tym roku Polska miała własną budkę), wtedy z dużym prawdopodobieństwem będziesz mieć prawo do wykorzystania tego miejsca do własnych spotkań. Spotykać się zresztą można też w kilku kafejkach, rozsianych po części biznesowej.

gamescom

(źródło)

 

2. Kup wejściówkę VIP

Bolesna (dla portfela), ale jednak najprawdziwsza prawda. Jeśli jedziesz na (jakiekolwiek) targi gier, żeby pograć w najnowsze tytuły – dzień VIP/dla prasy jest ku temu najlepszą okazją. Zamiast kilkugodzinnych (sic!) kolejek do najnowszych tytułów możesz liczyć na kolejki co najwyżej kilkunastominutowe. W innym przypadku warto uzbroić się w cierpliwość i kilka przydatnych gadżetów (o czym za chwilę), a także świadomość, że niektóre pozycje  – ze względu na ilość chętnych – znajdą się w ogóle poza Twoim zasięgiem. Z kolei minusem dnia VIP jest to, że niektóre, mniejsze studia (za to z dobrymi tytułami) czasem pojawiają się dopiero podczas dni otwartych dla publiczności. Aaaaleeee Blizzard był, więc byłam szczęśliwa. ;)

Hint: nie wszystkie targi pozwalają na kupienie early acess ludziom spoza branży. Przy czym nadchodzące PGA jak najbardziej tak, możesz już więc odkładać kasę.

 

3. Nie kupuj wejściówki VIP…

…jeśli chcesz wziąć udział w konkursach, pokazach cosplayu i innych atrakcjach, przeznaczonych dla niebiznesowych zwiedzających. Nic z wyżej wymienionych atrakcji nie przypadnie Ci w udziale, jeśli zostaniesz tylko na pierwszym dniu imprezy. Potem być może jest tłoczno, ale też jest szansa zgarnąć więcej nagród, gadżetów i obejrzenia/wzięcia udziału w turnieju. Najlepiej więc być i tu, i tu (nie płacz, portfelu, nie płacz…).

gamescom_4(źródło)

 

4. A śniadanko zjadłeś?

Oczywista oczywistość, ale przez wielu zapominana. Targi, w przeciwieństwie do konwentów, są najczęściej imprezami zamkniętymi. Zamkniętymi w tym sensie, że po wejściu na teren hali targowej nie możesz już z niej wyjść, bo twój bilet traci ważność. W przypadku GamesComu obejmowało to nawet bilety kilkudniowe.

Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że po wejściu na teren imprezy będziesz skazany na jedzenie i napoje z budek zlokalizowanych w środku. Czyli: drogie, najczęściej niesmaczne, a przede wszystkim takie, po które trzeba stać w ogromnej kolejce. Jeśli którykolwiek z tych aspektów Ci nie odpowiada, warto zawczasu przygotować sobie wikt na te kilkanaście godzin imprezy. Najczęściej nie ma większego problemu, żeby wnieść kanapki czy jabłko.

 

5. Zadbaj o nogi!

Na targach gier będziesz w 90% przypadków robił dwie rzeczy – chodził albo stał w kolejkach. Dlatego wygodne obuwie to podstawa. Na tegorocznym GamesComie jeden z moich znajomych odpadł przez nowe, obcierające buty, więc to naprawdę nie jest głupi hint. ;)

A jeśli masz w planach dzielnie czekać w kolejce na chwilę z długo wyczekiwaną grą, pomyśl, czy nie zaopatrzyć się w… składany stołeczek. ;) Serio, serio, w gamesconowych kolejkach miał je co drugi odwiedzający. Razem z konsolami przenośnymi, Kindlami, tabletami, a nawet… zwykłymi kartami do gry. Wszystkim, co pozwalało przetrwać ten czas.

 

6. Rozpoznanie taktyczne, żołnierzu!

Po pierwsze, dowiedz się, kto dokładnie się pojawi i co będzie można zobaczyć na jego stoisku (jeśli taką informację można gdzieś znaleźć). Łatwiej zaplanujesz sobie czas (głównie ten spędzony w kolejkach ;)). Unikniesz też biegania jak leming po terenie targów, nie wiedząc, za co zabrać się w pierwszej kolejności.

Po drugie, postaraj się jak najszybciej zorientować w planie poszczególnych hal – a szczególnie w możliwości szybkiego przemieszczania się między nimi bez konieczności poruszania się głównymi ciągami komunikacyjnymi. Uwierz mi, najkrótsza i najbardziej oczywista droga będzie tą, którą wybierze 99,9% wszystkich zwiedzających. A to oznacza kolejki do kolejek…

Zazwyczaj każda hala ma alternatywne wyjścia, boczne korytarze itp. Nieraz ratowało mi to tyłek na GamesComie, kiedy musiałam w błyskawicznym tempie dostać się z jednego miejsca na drugie.

gamescom_2

(źródło)

 

7. Weź ze sobą pieniądze, dużo pieniędzy…

Jeśli myślisz, że Twoje wydatki skończą się na biletach, żarciu i afterparty, to nigdy nie widziałeś osobnej hali na GamesComie usianej stoiskami z gadżetami dla geeków (sic!). Mijając kolejne stoiska, wiekopomne słowa „Shut up and take my money” wyrywały mi się z ust średnio raz na pół sekundy, a mój portfel cicho łkał w kąciku. Co gorsza, na wielu stoiskach można płacić kartą kredytową. Podejrzewam, że gdybyś chciał zastawić dom, też znalazłby się jakiś chętny.

Szczęście w nieszczęściu, że na polskich imprezach aż tak źle (dla portfela) nie jest, a królują głównie koszulki. Czyli szału nie ma, choć wydana kasa boli tak samo.

gamescom_3(źródło)

 

8. Odległość nie ma znaczenia

Na koniec rzecz chyba najbardziej praktyczna – jak wiadomo, jeśli na targi przyjeżdżasz z daleka, trzeba gdzieś przenocować. O ile w przypadku Poznania nie ma z tym większego problemu, bo PGA (jeszcze) GamesComem nie jest, o tyle dobre, niedrogie i zlokalizowane blisko targów miejscówki w Kolonii kończą się już na kilka miesięcy przed imprezą. Nie jest to jednak większy problem, bo bilet na imprezę jest jednocześnie przepustką do darmowej podróży podmiejską koleją – szybką, jeżdżącą często i nawet z najdalszych dzielnic. Wystarczy pokazać konduktorowi bilet wstępu. Liczę, że wkrótce polskim imprezom również uda się wynegocjować takie warunki z lokalnymi przewoźnikami i punkt ten stanie się aktualny również w przypadku krajowych targów.

 

9. Baw się dobrze!

W końcu to Twoje święto!

I pamiętaj starą, dobrą zasadę, że wszędzie dobrze, ale na afterparty najlepiej! ;)