Wszystko zaczęło się, gdy razem z partnerem obejrzeliśmy (doskonały!) film Babadook. Dźwięk, który wydawał tytułowy bohater wywoływał tak niesamowite uczucie „skądś to znam”, że aż zdążyliśmy się pokłócić, skąd dokładnie. Ostatecznie okazało się, że Babadook, jako film niskobudżetowy, korzystał ze stockowych dźwięków (dźwięków nagranych wcześniej przez profesjonalistów, sprzedawanych lub rozdawanych w ramach licencji open source), na dodatek tych najmocniej eksploatowanych, bo darmowych.

Przy okazji wyszło na jaw, że takie zabiegi stosuje się także w wysokobudżetowym kinie, niekoniecznie z braku pieniędzy. A perełką wśród nich jest właśnie Krzyk Wilhelma (Wilhem’s Scream), najlepszy filmowy easter egg, jaki wymyśliło Hollywood.

Jak brzmi? Kojarzony jest z „upadkiem człowieka z wysokości”, choć tak naprawdę został użyty po raz pierwszy w zupełnie innym kontekście. Usłyszycie go między innymi w Gwiezdnych Wojnach, Blade Runnerze, Piratach z Karaibów, Tytanicu czy Wściekłych psach, w sumie w ponad 60 filmach na przestrzeni 60 lat.

Oryginalny Krzyk Wilhelma usłyszeć można w filmie z 1951 roku, westernie Distant Drums. Był to krzyk mężczyzny zjadanego przez aligatora podczas przeprawy przez rzekę (serio! ;)). Poniżej ta niezapomniana scena:

Bardzo przekonująco zagrane, prawda? ;) No właśnie, krzyk tak się spodobał wytwórni Warner Brothers (twórcom westernu), że postanowili wykorzystywać go w wielu późniejszych swoich filmach (tajemnicą poliszynela jest, że dźwięki w 99% przypadków dogrywane są po filmie, dlatego bez problemu można zamienić czyiś krzyk na coś bardziej odpowiedniego). I żyłby tak sobie niezauważony do dzisiaj, gdyby nie grupa studentów szkoły filmowej w Los Angeles.

Chłopaki, na czele z Benem Burttem, podczas kolejnego maratonu filmowego zaskoczyli, że niemal w każdym z nich słyszą ten sam krzyk. Nazwali go Krzykiem Wilhelma, ponieważ najwcześniejszą produkcją z tym efektem dźwiękowym, do jakiej dotarli, był (a jakże!) western z 1963 roku, The Charge at the Feather River, w którym szeregowiec Wilhelm przyjmuje strzałę w kolano (he, he…). Od tego czasu Ben i spółka z pasją śledzili Krzyk, dodając go do swojej długiej listy, a także umieszczając go w swoich studenckich produkcjach.

I to właśnie Ben wyniósł to audio-zjawisko na nowy poziom, kiedy tuż po studiach dostał się do… LucasFilm, by pracować przy udźwiękowianiu pierwszych Gwiezdnych Wojen. Świeżo upieczony absolwent nie mógł przepuścić okazji, by nie „puścić oczka” do swoich kompanów z uczelni i nie dodać ulubionego dźwięku do superprodukcji. Znajdziecie go m.in. w scenie, gdy Luke Skywalker strzela do szturmowców w Gwieździe Śmierci.

Dzięki temu, że Ben Burtt został w firmie Lucasa na stałe, Krzyk Wilhelma zagościł we wszystkich częściach gwiezdnej sagi, a także między innymi w Indiana Jonesie. Inni filmowcy, tacy jak chociażby Peter Jackson czy (a jakże by inaczej) Quentin Tarantino szybko przyłączyli się do zabawy. I tak najbardziej znany krzyk na świecie pojawił się także w ekranizacji trylogii Tolkiena, pierwszej części Hobbita czy Kill Billa.

Ten rodzaj wewnętrznego żartu światka filmowców jest tak popularny, że obecnie reżyserzy często żądają, by umieścić go w swoim filmie. Garściami z najsłynniejszego audio-mema czerpie też telewizja, bo Krzyk pojawił się między innymi w: Z Archiwum X, Mavericku czy kreskówce Family Guy.

Sam Ben Burtt, który w międzyczasie stał się jednym z najbardziej utalentowanych i nagradzanych dźwiękowców na świecie, po przejściu do firmy Pixar ogłosił, że nie będzie już więcej używał Krzyku Wilhelma.

Na szczęście sława tego nieudolnego dźwiękowego stocka żyje do dziś, inspirując muzyków, twórców piwa (tak, jest piwo o nazwie Wilhelm Scream) i geeków na całym świecie. ;)

Najbardziej aktualną listę Krzyków Wilhelma znajdziesz na IMdB. Niestety, nie jestem w stanie stwierdzić, czy pełną. Ostatnio pojawił się m.in. w pierwszej części Hobbita.

Daj znać w komentarzu, które z tych filmów już widziałeś/widziałaś i czy udało ci się wychwycić Krzyk Wilhelma! ;)

Fot główne: flickr.com/zunami