Sporo się w ostatnim czasie nazbierało rzeczy do oglądania, czytania i grania. A że podcast Mana Mana robi sobie wakacyjną przerwę, powracają comiesięczne polecajki rzeczy ważnych i fajnych. Oczywiście w podziale na stopień zachwycenia tematem.

YAY

[Gra] Detroit: Become Human, Quantic Dreams

Po wielu bardzo sceptycznych opiniach dotyczących Detroit nie zdecydowałam się na zakup gry. Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy aż tak sceptyczni nie byli, dzięki czemu miałam okazję zagrać w zdecydowanie najlepszą grę Davida Cage’a. Prawdziwie transhumanistyczna opowieść o zacieraniu się różnic między androidem a człowiekiem wciąga i skłania do myślenia. Tym bardziej, że Detroit stawia nas w roli androida właśnie, jednocześnie niepokojąco trafnie pokazując, jak byłoby żyć w świecie pełnym nienawiści i dyskryminacji.

A mechanicznie? To znów gra przygodowa z elementami QTE, choć chyba najlepiej zbalansowana pod względem historii z całego portfolio Cage’a. Macie PS4? Koniecznie zagrajcie!

[Książka] Kosmiczne dziewczyny, Libby Jackson [Wydawnictwo Kobiece]

Wydawać by się mogło, że kosmos to typowo męskie zajęcie. Tymczasem książka Kosmiczne dziewczyny przekonuje, że już od dawna mamy w tym sektorze wiele utalentowanych kobiet, choć nie zawsze widocznych. Przepięknie wydana książka od Wydawnictwa Kobiecego prezentuje aż 50 różnych historii pań, które miały wkład w badania kosmosu – od Ady Lovelace, która wymyśliła prototyp komputera, przez kobiety kryjące się za misjami Apollo, poprzez astronautki bijące rekordy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i pionierki nauki wytyczające drogę na Marsa.

Wyboru dokonała również kobieta pracująca dla NASA, bo ekspertkę od lotów kosmicznych Libby Jackson, a do współpracy zaprosiła artystki London College of Communication, by okrasiły tytuł przepięknymi ilustracjami. Całość tworzy przepiękny hołd tym, które do tej pory nie były w historii podboju kosmosu znane. Koniecznie przeczytajcie!

MEH

[Gra] Sherlook, Kaleidos Games [Trefl Joker Line]

Uwielbiam Trefla za to, że nieugięcie inwestuje w nowe pomysły gier planszowych, opierających się niemal w 100% na kartach (w końcu są od tego specjalistami). Zdarzają się im lepsze i gorsze produkcje, ale niezmiennie prą do przodu. Niestety, w przypadku Sherlooka noga trochę się podwinęła.

Jedna z najnowszych gier planszowych krakowskiego wydawcy ma banalnie proste zasady – dwa miejsca zbrodni, różniące się od siebie wyłącznie kilkoma szczegółami i gracze-detektywi, próbujący jak najszybciej odgadnąć wszystkie różnice. Brzmi jak idealna gra imprezowa? Tak, pod warunkiem że wszyscy naprawdę chcą podążać za regułami gry. W większej grupie już przy pierwszej partii pojawiają się ludzie, którzy po prostu strzelają na oślep, więc po kilku minutach gra zamienia się w zgadywanie liczby różnic, zamiast wytężone szukanie. Pomysł był dobry, ale chyba niedopracowany.

NAY

Tym razem na mojej popkulturowej drodze nie stanęły żadne złe pozycje. Oby tak dalej!