Tak, tak, wszystko w porządku z Twoim wzrokiem. Dokładnie od 14 października nie jestem już takim zwykłym geekiem, ale geekiem arystokratycznym! Możecie się do mnie zwracać per Natalia Dołżycka, Lady of Lochaber, Glencoe and Chaol Ghleann. W rzeczonych miejscach posiadam też ziemię oraz prawa do zamku. I nie, nie żartuję.

Niestety, nie wżeniłam się w żadną szkocką lordowską rodzinę ani nie odziedziczyłam włości po zmarłym tragicznie członku rodziny z tamtych terenów. Tytuł… kupiłam. I ty też możesz, przy okazji pomagając w ratowaniu przyrody i zabytków Szkocji.

Jak zostać szkockim Lordem/Lady?

Na początku zaznaczę, że chodzi dokładnie o Lairda i Lady. Laird to szkocki odpowiednik angielskiego Lord of the Manor (lorda dworskiego). Określa się tak po prostu posiadaczy ziemskich i nie jest on równoznaczny z angielskim Lordem – mimo, że w Szkocji Laird i Lord mogą być używane zamiennie.

Aby wkupić się w szkockich lordów, należy znaleźć organizację, która te tytuły sprzedaje. I tu masz dwa wyjścia: albo kupić tytuł dla samego tytułu (nie polecam), albo wesprzeć jedną z fundacji, zajmujących się ratowaniem dóbr kultury. W moim przypadku był to rezerwat przyrody w Dolinie Glencoe (Lady of Lochaber and Glencoe) na stronie Highland Titles oraz wsparcie odbudowy zamku Dunans Castle (Lady of Chaol Ghleann) na Scottish Laird.

Jak to możliwe? Bardzo prosto – Szkoci, całkiem słusznie, wymyślili sobie, że na świecie jest wiele osób, które zabiłyby za możliwość posiadania tytułu w jednym z najpiękniejszych i najciekawszych historycznie miejsc w Europie.

pakiet_szlachcica

Pakiet prawdziwego arystokraty, otrzymywany wraz z tytułem. Bo czym byłby Lord bez swojego certyfikatu?

Szkoccy właściciele ziemscy zgodzili się więc wyprzedawać tytuły wraz z symbolicznymi prezentami (o czym za chwilę) w zamian za datki na określony cel. A dokładniej – wyprzedawać ziemię, bo szkockie prawo pozwala tytułować się Lordem/Lady każdemu, kto posiada przynajmniej stopę ziemi na terenie historycznego obiektu. Dużo fajniejsze, niż zwykłe marudzenie o oddaniu 1%, nie? ;)

 

Co dostaję kupując tytuł Lorda/Lady?

Tytuł kupuje się online, na stronie projektu. Zazwyczaj do wyboru są różne pakiety i kwoty (ceny wahają się od 30 do nawet 500 funtów, ja „włości” kupiłam dzięki Gruponowi, wyszło więc taniej). W zależności od wielkości „cegiełki”, przysługują większe lub mniejsze przywileje. W moim przypadku jest to 10 stóp ziemi w Dolinie Glencoe (około 1 metra kwadratowego), 1 stopa ziemi w Lochaber i tyle samo terenu przyzamkowego w Dunans Castle wraz z darmowym oprowadzaniem, jeśli wpadnę kiedyś do Szkocji.

Do tego oczywiście certyfikaty, podpisane osobiście przez zarządzających szkockimi włościami i – w zależności od pakietu oraz miejsca zakupu, m.in.: karta VIP, uprawniająca do zniżek w Glencoe, możliwość korzystania z zamkowego parku i rzeki w Dunans Castle, pamiątkowe foldery. Całość przychodzi pocztą, bez dodatkowych kosztów, certyfikat potwierdzający bycie lordem otrzymujemy też na maila.

 

Jakie przywileje przysługują Lordowi/Lady?

Po pierwsze, możliwość posługiwania się swoim tytułem i… to w zasadzie tyle. W brytyjskiej Izbie Lordów na pewno nie zasiądziesz. ;) Co więcej – to w zasadzie nie jest żaden przywilej, bo wyspiarskie prawo stanowi, że na terenie tego kraju każdy może dodać do nazwiska dowolny przydomek. Czyli mogłabym być nawet i baronessą, panią prezes kapitan i pieskiem Pluto, pod warunkiem, że posługiwanie się przeze mnie takim tytułem nie działa na szkodę innych.

Jedyne, co odróżnia zakupiony tytuł od samozwańczo nadanego przydomku jest tzw. Master Title Deed, czyli dokument potrzebny do procedury dodania lordowskiego tytułu np. do dokumentów czy karty kredytowej. Podobno umożliwia to większość krajów na świecie. Ja nie planuję zostać Lady Natalią w dowodzie osobistym, więc trudno mi powiedzieć, czy udałoby się to w Polsce – ale furtka jest otwarta.

Z drugiej strony trudno uwierzyć, że w tak przywiązanym do tradycji kraju, Lord czy Lady tak mało znaczy. Faktycznie, szkockie tradycje arystokratyczne są silne, więc w internecie nie raz i nie dwa wspominano, że tytuł umożliwił wejście do ekskluzywnego klubu czy załatwienie miejsca w najpopularniejszej restauracji.

Z trzeciej – ta prawdziwa arystokracja raczej nie zniża się do takich sztuczek, licząc się z powagą swojego tytułu.

Czyli: lordowski tytuł da ci kilka przywilejów (głównie w kontaktach z innymi), ale każdy w Szkocji będzie wiedział, że twój tytuł jest kupiony, nie nabyty, bo „prawdziwa” arystokracja z nim się nie obnosi.

Na co poszła moja kasa?

Kupując tytuły  wsparłam dwie inicjatywy – ochronę rezerwatu przyrody w Dolinie Glencoe oraz odbudowę zamku Dunans Castle.

Highland Titles Nature Reserve, bo tak nazywa się rezerwat w Glencoe, został stworzony specjalnie po to, żeby uchronić przepiękne wzgórza Keil Hill przed urbanizacją i wyniszczeniem. Na terenie parku sadzone są lasy, pracownicy dbają też o unikalne gatunki roślin i zwierząt występujące na tych terenach. Wspierając Highland Titles Nature Reserve pomagasz utrzymać kawałek pięknej Szkocji w niezmienionym kształcie.

Dunans Castle znajduje się w szkockim Glendaruel. Na mapach już od 1590, został przekształcony w zamek około 1864 roku. Obecnie to ponad 65 tys. metrów kwadratowych posiadłości. Sam zamek w 2001 został częściowo strawiony przez ogień – i właśnie wtedy właściciele zdecydowali się na rozpoczęcie zbierania datków w zamian za arystokratyczne tytuły.

Czy warto?

Obiektywnie rzecz biorąc – absolutnie nie. ;D Być może mądrzejszym pomysłem byłoby wesprzeć ratowanie polskich lasów czy zabytków, ale zakup takiego tytułu nie ma kompletnie nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, podobnie jak zakup gwiazdy czy bilet na Marsa.


Dla mnie to jednak spełnienie marzeń. No i mogę teraz oficjalnie być już Lady Prezes Kapitan, zamiast zwykłej Pani Prezes Kapitan, 10 stóp kwadratowych ziemi oznacza też, że przynajmniej będę mogła na swoich szkockich włościach usiąść. Czekajcie więc na relację! ;)

Z artystokratycznym pozdrowieniem,
Lady Nadya

Foto główne: Flickr/Dunoon_035