Uwielbiam biwakowanie. Co roku przynajmniej część czasu spędzam pod namiotem. Trzy lata temu objechałam całą Polskę w 2 tygodnie z psem pod jedną pachą i z konkubentem pod drugą. Kocham też turystyczne gadżety, no bo biwak – biwakiem, ale wygoda też musi być!

W tym roku po raz pierwszy wyjeżdżam z namiotem i rodziną powiększoną o dodatkowego psa za granicę. Wyzwanie jest oczywiście spore, bo jedziemy prawie 1000 km w jedną stronę, do Chorwacji. Jakiś czas temu znalazłam tam idealny camping dla miłośników psów, więc decyzja była banalnie prosta. :)

Jako, że to nasz pierwszy tak daleki wyjazd w sporej psio-ludzkiej rodzinie, mam zamiar przygotować się na piątkę z plusem. Przy okazji jest to też doskonały pretekst, żeby nakupować różnych biwakowych gadżetów, więc korzystam z tego garściami!

Co więc warto zabrać na dłuższy wyjazd campingowy (z futrzakami albo i bez)? Oto najciekawsze gadżety biwakowe 2017!

Najciekawsze gadżety biwakowe 2017

Namiot rodzinny / biwakowy

Mam już 3-osobowy (lubimy mieć więcej miejsca) namiot 2 Seconds Easy Quechua z Decathlonu, który sprawdza się świetnie na krótkich, spontanicznych wyjazdach, gdzie ważniejsze od komfortu jest szybkie rozłożenie i złożenie miejsca do spania. Objechaliśmy z tym namiotem całą Polskę i ani razu nie żałowałam, że go ze sobą wiozłam.

Tak na marginesie: wiem od ludzi zawodowo zajmujących się outdoorem, że marka Quechua jest całkiem przyzwoita, więc bez oporów kupuję sprzęt na wyjazdy właśnie tam, zupełnie nie przejmując się, że może nie jest tak bardzo „pro”, jak The North Face, Coleman czy Salewa.

No ale, teraz mam zamiar spędzić w jednym miejscu całe 10 dni (a przynajmniej w jednym miejscu będzie moja baza wypadowa), więc pora zaopatrzyć się w coś większego i bardziej przestronnego. Mój nowy namiot musi: pomieścić przynajmniej 4 osoby, mieć duży, fajny przedsionek na deszczowe dni, dobrze się rozkładać i nie zajmować dużo miejsca.

Mam swój typ, poprzedzony kilkunastoma godzinami internetowych poszukiwań. Na początku skłaniałam się ku namiotom Colemana, szczególnie ku tym pięknym namiotom Coleman Gallileo, ale ostatecznie znów postawię na… Quechuę.

Znam już markę i jej wytrzymałość, a przy tym – umówmy się – stosunek jakości do ceny jest w tym wypadku bardzo atrakcyjny. Waham się pomiędzy zwykłym namiotem kempingowym Arpenaz Family 4.2 a jego wersją na sterydach z technologią fresh & black – namiotem Air Seconds Family 4.2 XL.

Technologia fresh & black dzięki temu, że stawia na całkowite zaciemnienie, ma nie nagrzewać namiotu, a przy okazji ułatwiać spanie. Czyli całkiem spoko na chorwackie upały, trochę gorzej, jeśli będzie trzeba siedzieć w namiocie w deszczowe dni – będzie tam kompletnie ciemno!

 

Kamera sportowa

Wprawdzie na miejscu nie będziemy uprawiać żadnych przesadnie wymagających sportów, ale kamera sportowa na pewno się przyda. Choćby dlatego, że szkoda byłoby uszkodzić czy zachlapać telefon – no i lepiej zostawić miejsce w telefonie na zdjęcia. :) Chorwacja jest malownicza, więc nie wyobrażam sobie, żeby nie spróbować jej uchwycić na video.

Od czasu, kiedy testowałam kamerę Forever SC-400 Wi-Fi, pozostaję jej wierna. Zrobiłam swego czasu baaaardzo obszerny test sprzętu, który znajdziesz tutaj: Kamera Forever SC-400 4k Wi-Fi – mały, ale wariat [test], więc nie będę się rozwodzić na ten temat. Przypomnę tylko, że Forever SC-400 Wi-Fi sprawdziło mi się idealnie jako amatorski, niedrogi sprzęt dla początkującego. Jeśli jesteś taką osobą, to będziesz na pewno zadowolony.

 

Kuchenka polowa

Na wyjeździe nie mamy zapewnionego żywienia – i dobrze, bo będzie okazja, żeby spróbować lokalnych przysmaków. Na miejscu są wprawdzie knajpki, ale my chcielibyśmy od czasu do czasu gotować też sami, a do tego na pewno potrzebna nam będzie dobra kuchenka polowa.

Tutaj nie mam żadnych wątpliwości – na wyjazd zabieramy legendarną już Bio-Lite Campstove, bo nie istnieje chyba bardziej gadżeciarski biwakowy przedmiot niż ona! ;)

No dobra, ale tak zupełnie serio, to Bio-Lite Campstove jest wszystkim, czego potrzebuje nowoczesny miłośnik campingów i wycieczek. Przede wszystkim korzysta wyłącznie z bioenergii, bo grzeje się w niej patykami, szyszkami, korą – wszystkim, co znajdziemy pod ręką. Do tego posiada opcję ładowania sprzętów przez USB oraz kontrolę siły płomienia. Po dołączeniu nakładki grillowej może też służyć do pieczenia kiełbasek.

Szczególnie możliwość rozpalania kuchenki naturalnymi komponentami, bez wożenia ze sobą butli jest dla mnie szczególnie ważna, dlatego Bio-Lite ląduje na mojej liście to-buy w tym roku.

 

Głośnik Bluetooth

Bardzo ważny gadżet. Nie dlatego, żeby w nocy sąsiadom urządzać dyskotekę, ale żeby wspólnie posłuchać ulubionych podcastów, audiobooków czy spokojnej muzyki przy porannej kawie.

W tym wypadku postawiłam przede wszystkim na poręczność i jakość dźwięku (ale nie za wszelką cenę), wybierając głośniczek Creative Labs Muvo 2c. Jest wodooodporny, jego bateria wystarcza na 6 godzin, ma subwoofer dla głębszych basów i można go połączyć z drugim takim samym głośniczkiem, żeby słuchać muzyki w stereo.

Turystyczna kawiarka

A skoro już o porannej kawie mowa, to czas na gadżet może nie pierwszej potrzeby, ale bez którego poranki w głuszy byłyby o wiele smutniejsze. Mowa o Handpresso Wild Hybrid, czyli… ręcznym ekspresie ciśnieniowym. Dobra kawa z samego rana jest dla mnie jednym z najważniejszych rytuałów w ciągu dnia. Gdzie mogę, zabieram zwykłą kawiarkę, ale nie jest ona poręczna, a przygotowanie dobrej kawy zajmuje chwilę czasu. Dlatego Handpresso Wild Hybrid wydaje się być fajnym rozwiązaniem, tym bardziej że można używać do parzenia zwykłej, mielonej kawy, nie tylko handpressowych kapsułek.

Ja najbardziej czaję się na cały zestaw podróżny Handpresso Wild Hybrid. Wiem, że jest zdecydowanie większy niż wspomniana metalowa kawiarka, ale nie mogę nic na to poradzić, w końcu to miłość od pierwszego wejrzenia!

 

Bransoletka survivalowa

Chociaż nie planuję wyjazdu w głuszę, postanowiłam zaopatrzyć się w kilka okołosurvivalowych przedmiotów. Jedziemy daleko, a na miejscu mamy zamiar intensywnie chodzić, w tym po malowniczych pagórkach. Kilka prostych, niedrogich, ale przydatnych przedmiotów, które będziemy mogli zabrać ze sobą na takie wyjście zapewni nam chociaż podstawową ochronę.

Pierwszym z nich jest bransoletka survivalowa. Gadżet, który nieźle wygląda, nie zajmuje miejsca, a przy tym może uratować życie. Składa się z kilkumetrowej, bardzo wytrzymałej linki Paracord, a w klamerce ma dodatkowo krzesiwo, mini-nożyk i gwizdek.

 

Przenośna apteczka

I nie mówię tu o apteczce samochodowej, którą na podorędziu również mieć trzeba, ale mobilnej, dobrze wyposażonej apteczce, którą również można kupić w sklepach zajmujących się survivalem. Ja się kompletowania własnej nie podejmuję, wolę powierzyć to profesjonalistom.

Zaopatrzyłam się w apteczkę Livesaver Aid Kit No. 1, bo oprócz plastrów i bandaży zależało mi, żeby w jednym miejscu znalazły się też np. nożyczki czy dezynfekujące kompresy. Ale tak naprawdę na rynku dostępnych jest wiele różnych, przeznaczonych na wszystkie stopnie urazów, od drobnych skaleczeń po poważne rany.

 

Zestaw surviwalowy

I znów – rzecz wydawałoby się przesadzona, ale jeśli jakimś cudem w połowie szlaku zastałby nas mrok, albo my musielibyśmy przeczekać gdzieś noc, to taki zestaw będzie idealny. Nie kupowałam niczego drogiego i fancy, bo nie spodziewam się wielkich przeszkód, ale posiadanie nawet najmniejszego zestawu daje mi poczucie bezpieczeństwa. W moim zestawie (Mil-Tec Survival Kit) znalazł się m.in. krzesiwo, rozkładany nóż, piła druciana, gwizdek ratunkowy, ale też zestaw do szycia i instrukcje udzielania pierwszej pomocy.

 

Bransoletka na komary

Gadżet, który przyda się i w domu, i na wakacjach. Oczywiście stosuję wszystkie inne odstraszacze – lampy, spiralki, a nawet limonkę, która świetnie radzi sobie z uciążliwymi insektami, ale wszystko to dobre jest, gdy siedzi się w jednym miejscu. Czyli nic dla mnie. :D

Wybieram na pewno bransoletkę z naturalnych materiałów, nietoksyczną i wodoodporną. Na przykład bransoletkę PONTI, którą można bez problemu dostać też w każdym większym sklepie.

 

Najciekawsze gadżety biwakowe 2017 – dla psów

Pora na czworonogów, które w tym roku też dostaną trochę fajnych gadżetów biwakowych.

I tu mały DISCLAIMER: oczywiście pod namiot z psem należy zabrać wiele innych, potrzebniejszych rzeczy niż te poniżej – ja wspominam tylko o gadżetach, czyli rzeczach „nice to have”, bo to nie psiarski blog w końcu. :) W internecie znajdziesz mnóstwo poradników dotyczących biwakowania z futrzakami, zachęcam do zapoznania się z nimi!

Chłodząca mata

Czyli taka mata, na której pies może się do woli wylegiwać w upalne wieczory. Działa bez prądu czy baterii. Zawiera w środku specjalną substancję chłodzącą, aktywującą się pod wpływem ciężaru. Można też kupić całe chłodzące legowisko, ale na biwakowe potrzeby zdecydowanie wystarczy kocyk.

 

Koc odstraszający kleszcze

A skoro już o kocykach mowa, to zabieram ze sobą jeszcze jeden – odstraszający kleszcze. Oczywiście używam też normalnych preparatów antykleszczowych, ale ostrożności nigdy nie za wiele. Poza tym wybitnie nie lubię wyciągać kleszczy ze zwierzaków. Ten koc piknikowy Insect Shield posłuży zarówno nam, jak i zwierzakom – chroni nie tylko przed kleszczami, ale też np. mrówkami. Przy tym jest kompletnie bezpieczny dla ludzi i zwierząt.

 

Przenośna buda / kennel dla psa

Kennel to takie miejsce, w którym pies może się schować i poczuć bezpiecznie, nawet w obcym miejscu. Ten jest przenośny, materiałowy i składany. Jeśli połączyć to z chłodzącą matą albo kocykiem na kleszcze, to mamy prawdziwe combo!