Ostatnio ktoś zapytał mnie, jak znajduję czas na wszystkie seriale, filmy, książki i gry. Pomijając fakt, że jestem bardzo do tyłu w porównaniu z niektórymi moimi znajomymi-popkulturowymi pożeraczami, to najprostsza odpowiedź brzmi – nie znajduję. Te rzeczy są dla mnie po prostu ważne.

Bo „nie mam czasu” nie jest powodem, dla którego nie robisz tego wszystkiego, co chcesz. Jest wymówką.

Zanim zagłębimy się w temat i wyliczenia, że masz dokładnie tyle samo czasu, co bloger, którego podziwiasz, lider twojego ulubionego zespołu i Prezydent USA, chciałabym zapoznać Cię z jednym z moich ulubionych TEDów (a jakże), o tym, że pojęcie „nie mam czasu” nie istnieje.

Trwa 10 minut, więc na pewno zdążysz go obejrzeć, choćby w kolejce do kasy. ;)

No, to dzieła:

Rozumiesz już, co chcę ci powiedzieć?

„Nie mam/nie miałem czasu” jest najprostszą wymówką. Mówimy tak, by nie czuć się winnym, że czegoś nie zrobiliśmy. Najczęściej za tym konkretnym zdaniem nie stoi milion innych powodów, ale zaledwie kilka procent z nich oznacza dokładnie to, co chciałeś powiedzieć: „w moim wypchanym planie dnia nie znalazłem nawet 5 minut na zrobienie tej rzeczy”.

A co to oznacza tak naprawdę? Że rzecz, której „nie miałeś czasu zrobić” tak naprawdę nie jest, mówiąc górnolotnie, twoim życiowym priorytetem. I nie mówię tu o tych priorytetach deklarowanych, ale tych które praktykujemy w codziennym życiu.

Jesteśmy w tym naszym „nie mam czasu” tak mocno zaplątani, że często nie umiemy rozpoznać momentów, w których moglibyśmy – zamiast patrzenia bezmyślnie w Facebooka – zająć się tym, co jest naprawdę ważne.

Albo tym, co kiedyś nas bawiło, jak czytanie na przykład.

Mnie na oczy pozwoliła prawie 2 lata temu przejrzeć Mysza z bloga MyszaMovie. Opublikowała podsumowanie swoich popkulturowych aktywności wraz z prostym „samouczkiem”, jak do jej – imponujących – liczb dojść. To nie jest czarna magia, to nie są też rzeczy, na które nikt z nas nie potrafi wpaść. Ale czasem potrzeba kogoś (jak mnie – Myszy), by do pewnych rzeczy dojść. A są to:

  • nie wszystko, co chcesz obejrzeć/przeczytać/doświadczyć musi zabierać 100% twojej uwagi – oglądanie niezbyt zajmującego, lekkiego filmu przy odkurzaniu, gotowaniu czy scrollowaniu Facebooka stało się dla mnie normą. Dzięki temu odświeżyłam stare filmy i obejrzałam kilka seriali, na które nigdy „nie miałam czasu”;
  • każda chwila jest dobra, by poczytać – nie muszę rezerwować połowy dnia, żeby usiąść do książki, którą lubię – czasem wystarczy jedna-dwie strony;
  • nie silę się wyłącznie na czytanie najbardziej rozwijających książek na świecie – dzięki czemu nie są one dla mnie tylko nieznośnym obowiązkiem. Czytanie to nie prestiżowa rozrywka dla wybranych;
  • czasem pół odcinka przed snem jest lepsze od nieobejrzanego całego, bo „nie mam czasu” – nauczyłam się dzielić filmy i seriale na odcinki (tak, moje odcinki też mają odcinki), jeśli zależy mi, by coś obejrzeć, a nie chcę / nie mogę poświęcić na niego równych 40-50 minut;
  • nie muszę gonić za każdą nowością, jeśli mnie nie interesuje – zostaje mi dużo czasu na wracanie do starych rzeczy lub odkrywanie na nowo tych już obejrzanych / przeczytanych / zagranych;
  • jeśli chcę być bardziej na bieżąco z grami, ograniczam te online’owe – zabierają za dużo czasu.

To taktyki, lifehacki wręcz, które umożliwiają mi bycie na bieżąco. Bo bycie na bieżąco po prostu jest moim priorytetem.

Zaraz powiesz pewnie: „ale ja pracuję w fabryce/na 3 zmiany/po 18 godzin dziennie” i wracając do domu nie mam czasu na przyjemności. Pomyśl – co, oprócz domowych obowiązków, wtedy robisz? Gapisz się w telefon, oglądasz telewizję? A gdyby zamiast tego przeczytać książkę czy puścić ulubiony serial, choćby w tle? Twoje „nie mam czasu” jest tak naprawdę informacją o tym, że „nie masz siły” (zrozumiałe!) albo że po prostu czytanie/oglądanie/granie nie sprawia ci tyle radości, co kiedyś.

Czy nie lepiej byłoby się przyznać przed sobą: „nie czytam już książek, bo przestało mi to sprawiać radość” zamiast katować się wiecznym „nie mam czasu”? To, co robimy na codzień, to rzeczy które są dla nas priorytetem. Najtrudniej jest przyznać przed samym sobą, że priorytetem może być odpoczynek, a nie rozwój i poznawanie nowych rzeczy. Ale to jest okej, bo gdy takie zrozumienie przyjdzie (jak u mnie), dużo łatwiej powziąć kroki, by to zmienić. Jak chociażby ustalając samemu z sobą zasady, o których piszę wyżej.

Nie ma chyba mocniejszego sposobu, by to powiedzieć: To, jak spędzasz swój czas, definiuje twoje priorytety. Chcesz wiedzieć więcej, oglądać więcej, doświadczać więcej – zacznij to robić. Bądź Aquamanem, bądź Hulkiem, bądź wiecznie wkurzony. Działaj.

To działa na każdej płaszczyźnie życia, ale tym trudniej przyjąć taką postawę, gdy mamy do czynienia z „traceniem czasu” na czytaniu książek czy oglądaniu filmów.

 

Być może nie czujesz się specjalnie przekonany – rozumiem. Dlatego na koniec, oprócz tego pseudomotywacyjneog bullshitu na górze parę konkretnych wskazówek:

1. Znajdź czas na kulturę w drodze do pracy

Napisałam o tym całkiem spory tekst. Już pół godziny dziennie w drodze do szkoły pracy zwiększa znacznie szansę na przeczytanie sporej liczby książek i podłuchanie podcastów chodziażby (na przykład mojego ;)).

2. Słuchaj audiobooków

Nigdy nie zgadniesz – o tym też napisałam tekst! ;) Audiobooki nie są książką, ale często są czymś więcej – jeśli je pokochasz, na pewno się odwdzięczą!

3. Nie nadążasz oglądać filmów i seriali – słuchaj podcastów

Całkiem serio. Odkąd zaczęłam słuchać podcastów popkulturowych i granżowych, wiem dużo więcej w temacie najnowszych filmów, książek czy gier. A przede wszystkim wiem, czy chcę tracić czas na wszystko, co się pojawia na rynku. To daje dużo spokoju ducha.

A jeśli nie wiesz, jakiego podcastu słuchać, możesz na przykład posłuchać mojego! :)

4. Wyrób sobie mininawyk, zgodnie z filozofią Kaizen

„Nie masz czasu na czytanie”? Czytaj 10 stron dziennie. W miesiąc przeczytasz całą książkę. Nie masz aż tyle czasu, to czytaj 5, albo i 1 dziennie. Za miesiąc będziesz i tak dalej, niż gdybyś nie czytał w ogóle. Osobiście zawdzięczam kaizen dużo i z każdym dniem jeszcze więcej, więc spodziewaj się wkrótce obszerniejszej notki na ten temat!

5. Otaczaj się ludźmi, którzy interesują się kulturą

Podobnie jak z podcastów, dowiesz się od nich więcej, niż gdybyś musiał szukać sam. Do tego zainspirują cię do szukania samemu, no i… jakoś głupio będzie przyznać się, że nic nie przeczytałeś ostatnio, prawda? ;)

Przekonałam Cię? Jeśli nawet nie, zrób test – przez kilka dni zamień swoje „nie miałem czasu” na „to nie jest mój priorytet”. Nawet, jeśli uważasz że jest. A potem daj znać w komentarzu, co ci z tego wynikło. ;)