Od zawsze powtarzam ci, że nigdy nie będziesz za stary na swoje pasje. Bo czyż to nie kwintesencja popkulturowego rozumienia słowa geek – żarłocznie ciekawy świata wieczny dzieciuch? Co jednak jeśli lata mijają, czasu i energii coraz mniej, a i w znajomych jakoś mniej entuzjazmu? Odpowiedź jest jedna: pojedź na Ostatnie Tornado.

O co chodzi? W dużym skrócie, żeby specjalnie nie przynudzać: Ostatnie Tornado to postapokaliptyczna gra terenowa (czyli LARP) pod Wodzisławiem Śląskim, osadzona w klimacie systemu RPG Neuroshima. Dawno temu, jeszcze przed przydomkiem „Ostatnie”, Tornado było pierwszym w Polsce terenowym LARPem postapo, którego chlubne tradycje kontynuuje obecnie kilka innych imprez, z Rafinerią (oficjalna kontynuacja Tornado) i OldTown na czele. Tegoroczna edycja miała być epilogiem, finiszem, jednorazowym powrotem legendy.

Ostatnie Tornado

Doskonałym pomysłem wydawało się więc… Wybranie się tam po raz pierwszy w życiu! (Tak, tak, #bHrawoja). Był to zresztą  pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się na LARPa w wydaniu terenowym w ogóle. Jechałam z wieloma obawami, kilkoma wątpliwościami i dużą dozą nadziei. Nie zawiodłam się, bo klimat, ekipa, linia fabularna i część weekendowa konwentowa była doskonała. Zresztą – po obszerną relację dla zainteresowanych tematem zapraszam na Informator Konwentowy, bo nie sprawozdanie z imprezy w tym tekście chodzi.

Tornado pokazało, jak powinny wyglądać eventy skierowane do ludzi, którzy mleko pod nosem zamienili już w bardzo gęstą śmietanę.

A o co? O to, że Kuglarz (po cywilnemu Michał Dzidt, czyli główny organizator imprezy), stworzył nie tyle świetny konwent postapokaliptyczny, co pokazał, jak powinny wyglądać i działać eventy skierowane do ludzi, którzy mleko pod nosem dawno zamienili już w bardzo gęstą śmietanę. Dla nas, choć ciągle z pasją, to w chronicznym niedoczasie, z rodziną, kredytem, dzieckiem i psem.

Na kształt i skład osobowy ostatniej imprezy pod szyldem Tornada wpłynęły dwie rzeczy: OldTown (największa impreza postapo w Polsce), która dosłownie wyssała wszystkich potencjalnych odwiedzających i, co za tym idzie, uczestnicy zwerbowani spośród Krewnych i Znajomych Królika, czyli organizatora. A skoro sam Królik już dawno nie pamięta, jak to było mieć tych „naście” lat, średnia wieku oscylowała grubo powyżej 20, a nawet i 25-tki.

Wymarzony skład.

Ostatnie TornadoFajnie było usiąść z tymi wszystkimi ludźmi i usłyszeć te same problemy, obawy, nadawać na tych samych falach. Zobaczyć, jak z sukcesem łączą larpowanie z pracą zawodową, zarazić się od nich profesjonalnym podejściem do hobby i ogromnym zaangażowaniem, nawet jeśli i ich doba ma tylko 24 godziny.  Pomogły rozmowy, obserwacje, a także warsztaty i spotkania w ramach części konwentowej, które z minuty na minutę zmieniały moje podejście z „nie da się, nie mam na to czasu” na „a może by tak regularne sesje raz na 3 tygodnie„?

W świecie, gdzie wszystko jest ważniejsze od partyjki w fabularnego RPGa, na planszówki nie ma czasu, a raidy w WoWie wśród tak zwanych Poważnych Znajomych traktowane są jak dziecinada, Ostatnie Tornado było jak orzeźwienie. Tym bardziej, że tradycyjne, spore konwenty, przestały mnie interesować mniej więcej wtedy, gdy procent ludzi w podobnym wieku z każdym rokiem drastycznie się zmniejszał. Kto by pomyślał, że szalony wakacyjny wyjazd da mi więcej, niż niejedna impreza na 30 tys. osób.

Tornado kiedyś nazywano przekornie antykonwentem. Ostatniemu Tornadu przyznałabym dokładnie takie samo miano. Nie z tych powodów, co kilkanaście lat temu. Dlatego, że – wbrew modzie i trendom – zaadresowany był do tych, którzy nie wierzą, że pasje mają datę ważności. To konwent, który inspirował, radził, znajdował rozwiązania.

Ostatnie Tornado

Ostatnie Tornado miało kończyć pewien etap. Dziś już wiem, że powinno zacząć nowy.

Podobno Ostatnie Tornado jest naprawdę ostatnim – przynajmniej tak uparcie twierdzi jego główny organizator. Ja chcę wierzyć, że za rok Kuglarz (z pomocą) zdecyduje się na powrót. Nie dlatego, że potrzeba nam kolejnego konwentu postapokaliptycznego, ale dlatego, że potrzeba nam imprez dla ciągle zajawionych trzydziestolatków. Jeszcze nie za starych, ale już nie tak młodych, by dobrze odnajdywać się wśród gwiazd Youtuba, Snapchatów i piętnastoletnich wielbicieli Marvel Cinematic Universe.

Umarło Tornado, niech żyje Tornado. Dokładnie takie, jak w tym roku. I choć impreza ta kończyć miała pewien etap, dziś już wiem, że powinna zacząć nowy. Oby to był początek pięknej historii najlepszych na świecie antykonwentów.

// Wszystkie foty dzięki uprzejmości niesamowitego Adriana Vizdooma Michalczyka. Dzięki!