Po co kolejne podsumowanie, skoro jedno – tekstowe – dopiero co pojawiło się na blogu? Poczułam, że potrzeba mi takiego (pop)kulturowego zamknięcia ostatnich dwunastu miesięcy.

Zamknięcia i podsumowania, by – jak pisałam w jednym z tekstów – wybierać następne pozycje świadomie, oglądając, czytając i słuchając tego, co faktycznie mnie interesuje.

Nie o wszystkich odkryciach (pop)kulturowych piszę na blogu, a wiem że wśród Czytelników jest wiele osób łasych na rekomendacje w różnych dziedzinach, stąd mam nadzieję, że nie będę jedynym czytelnikiem dzisiejszego tekstu. ;)

I jeszcze małe wyjaśnienie. Nie byłam do końca pewna, czy powinnam (chcę) opisywać rzeczy z 2015 roku, czy takie, które w 2015 roku poznałam (nawet, jeśli zostały wydane wcześniej), więc tam, gdzie miałam wątpliwości, wskazuję dwóch, lub więcej, zwycięzców. A co!

No to do dzieła:

KSIĄŻKA ROKU

W minionym roku przeczytałam zatrważająco mało książek. Wybaczcie więc, jeśli okaże się, że moje typy już dawno zostały przez Was sczytane i w ogóle to „staaaare”. W tym roku się poprawię.

Wydana w 2015

futu.re_

FUTU.RE, Dimitry Glukhovsky – najnowsza książka autora serii Metro była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się po niej niczego wybitnego, a otrzymałam bardzo dojrzałą, trudną i wymagającą książkę o totalitarnym (choć utopijnym) świecie, poruszającą trudne tematy starości, śmierci, odpowiedzialności za drugiego człowieka. Więcej na temat FUTU.RE pisałam już w tym tekście. Żeby była jasność: FUTU.RE nie ma z Metrem nic wspólnego.

Malutkie wyróżnienie dla Legend Polskich od Allegro, zbioru opowiadań prezentujących tradycyjne legendy w nowoczesny sposób. Za całkiem sprawny język, niezłe pomysły i przypomnienie świetnych opowieści (zapomniałam, jak uwielbiam Kwiat paproci!).

Przeczytana w 2015

Moje legendarne już (pozdrawiam kolegów i koleżanki z Twittera) uwielbienie do Ślepowidzenia Petera Wattsa powinno zaowocować tym właśnie typem (jako, że czytam ją co najmniej raz do roku), ale oszczędzę ci kolejnych zachwytów nad najlepszą książką fantastyczną wszechczasów. ;)

zamiec

Zamieć, Neal Stephenson – Stephenson polecany mi był kilkanaście razy, uległam więc i przygodę zaczęłam właśnie od Zamieci. Trochę w niej cyberpunku, sporo humoru, mocno i głęboko nakreślony świat (uwielbiam takie powieści), a i można odrobinę się zadumać. Troszkę więcej o książce pisałam w ramach jednego z Lubię / nie lubię, zajrzyj.

 

FILM ROKU

Wydany w 2015

mad_max

Mad Max: Na drodze gniewu – nie mogło być inaczej, choć na pewno masz już dość kolejnych zachwytów nad Maxem i spółką. Nie poradzę. Ten film wgniótł mnie w fotel, rozpalił do żywego i przejechał się po mnie niczym War Boy po pustyni. Wiele osób chwali go za realizację, efekty czy charakteryzację, dla mnie ważne jest uczucie, że za filmem stoi wielki, przemyślany, ciekawy postapokaliptyczny świat. Jako, że postapokalipsa jest mi bardzo bliska, cieszę się że wraca do kina w doskonałym stylu.

Powinnam wspomnieć też o najnowszych Gwiezdnych Wojnach: Przebudzeniu Mocy, ale ten film jeszcze mi się w głowie układa. Nie jestem pewna, czy był tak dobry, czy po prostu obudził we mnie niezliczone pokłady fanboystwa dla całej starwarsowej franczyzy. Chyba będę mogła o nim więcej opowiedzieć w przyszłym roku.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o jeszcze jednej perełce, mianowicie o krótkim metrażu Kung Fury, którego oficjalną śląską premierę organizowałam w katowickiej Cybermachinie. Specyficzne kino, połączenie nostalgii za latami 80tymi z absurdalnym humorem rodem z (moich ukochanych) filmów klasy Z – jeszcze lepsze, gdy dialogi czyta Tomasz Knapik.

 

Obejrzany w 2015

star_wars

Oryginalna trylogia Gwiezdnych Wojen – już widzę ten pełen politowania uśmieszek. Że co? Dopiero teraz? Nie, nie dopiero teraz, ale po długim, długim, baaardzo długim czasie, oczywiście aby zdążyć przed grudniową premierą VII części. Biję się w pierś – zapomniałam już, jak fajnym przygodowym kinem jest Star Wars. Ile daje radochy – i to takiej autentycznej, nie wzbudzonej tylko dziecięcą nostalgią. Kompletnie nie pamiętałam tych filmów przed powtórką i nigdy specjalnie mocno do nich przywiązana nie byłam, a teraz jestem gotowa oglądać jeszcze, i jeszcze, i jeszcze…

SERIAL ROKU

mr-robot

Mr. Robot – długo biłam się z myślami, czy nie postawić na równi ze zwycięzcą również Ash vs. Evil Dead, ostatecznie stwierdziłam jednak, że – mimo całej mojej sympatii do tego ostatniego tytułu, nie ma on w sobie aż tyle pierwiastka „wow”, co Mr. Robot właśnie. Tak więc jedynym i niekwestionowanym królem zestawienia jest serial o hackerach-anarchistach, który w ostatecznym rozrachunku był serialem o czymś zupełnie innym. Niech o jego wyjątkowości świadczy fakt, że porzuciłam go kompletnie w połowie sezonu, by po długim czasie wrócić i już nie móc się oderwać.

Wspomniany Ash v. Evil Dead ustępuje Robotowi w mojej głowie tylko troszeczkę, za bycie dokładnie takim serialem, jakiego po kontynuacji trylogii oczekiwałam, a po piętach depcze mu Daredevil – choć odczuwam przesyt komiksowymi bohaterami.

GRA WIDEO ROKU

Wydana w 2015

Destiny-The-Taken-King

Destiny: The Taken King DLC – nie, nie zwariowałam i obiektywnie wcale nie uważam, że była to najlepsza gra 2015. Ale wspomnieć o niej należy, dlatego że najnowszy dodatek do Destiny sprawił mi najwięcej frajdy w minionym roku. Szczególnie właśnie ostatnie DLC. Mimo, że raz na kilka miesięcy naprzemiennie raz wpadam w zachwyt, innym razem nie mogę na grę patrzeć, w ostatecznym rozrachunku zawsze wracam. Tak to już z MMO bywa. ;)

Borderlands: The Handsome Collection – w zasadzie to bardzo oszukany typ, bo przecież Borderlands 2 i Pre-Sequel wyszły nieco wcześniej. No, ale kolekcja na PS4 na rynku jest dopiero od marca… Borderlands powoli staje się jedną z moich ukochanych gamingowych franczyz (zaraz po Mass Effect, oczywiście), spędziłam w niej chore ilości godzin. Przy okazji jest to pierwsza gra, którą przeszłam więcej niż raz (tak, nawet ukochane ME się nie załapało). Co, biorąc pod uwagę moją chroniczną wręcz niechęć do oglądania / czytania / grania czegoś powtórnie, jest dużym osiągnięciem.

Przy okazji pod borderlandsowe zachwyty podciągam Tales from The Borderlands, czyli moim zdaniem najlepszą przygodówkę od Telltale od dawna. Ubawiłam się setnie.

Zagrana w 2015

valiant_hearts

Valiant Hearts – gdy próbuję sobie przypomnieć, w co grałam w zeszłym roku, jedną z najjaśniej świecących gwiazdek jest nie produkcja AAA, ale doskonała przygodówka o I Wojnie Światowej. Podoba mi się, w jaki nienachalny sposób opowiada o naszej historii, jednocześnie przedstawiając ją bardzo realistycznie i z dbałością o detale. Podoba mi się, że scenariusz jest dynamiczny i nie próbuje na siłę wzbudzać we mnie smutku czy podkreślać powagi jednego z najważniejszych konfliktów zbrojnych minionego wieku. Wręcz przeciwnie, jest bardzo przygodowy, brawurowy wręcz, a historia w nim opisana mogłaby spokojnie posłużyć za kanwę dobrego filmu. Całości dopełniają niezłe zagadki i fajna grafika. Miniaturka, z którą warto się zapoznać.

GRA PLANSZOWA ROKU

Dzięki zorganizowanej i chętnej do grania ekipie rok upłynął mi na kilku niezłych zakupach planszówkowych i sporej ilości godzin spędzonych w ten analogowy sposób. Stąd musiała powstać i ta kategoria.

XC01_gra_planszowa

X-COM: Gra planszowa – absolutny hit tego roku, najlepsza i najciekawsza gra, w jaką miałam okazję zagrać. A to wszystko bez znajomości komputerowego oryginału (sic!). Planszówkowy X-COM ma wszystko, czego oczekuję od dobrej gry: jest kooperacyjny, dość skomplikowany (nie chodzi o zasady, bardziej o strategię rozwiązywania problemów w grze), odpowiednio wyważone elementy losowe vs. zależne od umiejętności graczy i szczyptę interaktywności (aplikację zarządzającą rozgrywką), niezmiennie urzekającą mnie w analogowych grach. Więcej tradycyjnie w tekście z cyklu Lubię / nie lubię.

MUZYKA ROKU

Oszczędzę ci muzyki, której słucham na co dzień – jest wybitnie niegeekowa. Za to na warsztat wezmę taką, która choć odrobinę nerdowsko się kojarzy.

Wydana w 2015

mad_max_ost

Mad Max: Fury Road OST – tak jak normalnie nie słucham soundtracków, tak mocna, rockowa, bardzo surowa i rytmiczna ścieżka z najlepszego filmu tego roku momentalnie ukradła moje serce. Również dlatego, że jej autorem jest niejaki Junkie XL, którego pozafilmowe dokonania lubię i cenię.

No i oczywiście 2015 byłby niczym bez:

 

Przesłuchana w 2015

transistor_red

Transistor OST – kajam się, bo do tej pory nie skończyłam gry. Za to soundtrack przesłuchałam niezliczoną ilość razy. Cudowny, magiczny, bliżej mu do regularnej płyty jakiegoś zespołu niż ścieżki dźwiękowej. Może dlatego tak bardzo wpadł mi w ucho.

PODCAST ROKU

The Serial – 2015 jest dla mnie zdecydowanie rokiem podcastów. Odkryłam je właśnie teraz i pokochałam całym serduchem. MyszMasz, Masa Kultury, Forumogadka, Rozgrywka i inni umilają mi drogę do pracy niemal codziennie. Ale prawdziwe objawienie to pierwszy sezon podcastu The Serial, słuchowiska o niewyjaśnionej zbrodni sprzed kilkunastu lat. Po więcej zachwytów odsyłam do tekstu, który popełniłam w tym roku.

WYDARZENIE ROKU

Ostatnie Tornado

Ostatnie Tornado – 2015 jak nigdy obfitował w wiele wyjazdów gamedevowych (w związku z pracą) i gamingowych ogólnie (bez związku), ale najmocniej w pamięć zapadła mi pierwsza w życiu gra terenowa, czyli postapokaliptyczne Ostatnie Tornado -pożegnalna edycja najstarszego postapo konwentu w Polsce. Mimo koszmarnego upału i jeszcze koszmarniejszej mechaniki LARPa (pozdrawiam Kuglarza ;)) sam event dał mi tyle pozytywnej energii, tyle wiary w to, że są na świecie ludzie, którzy ciągle wierzą, że ich hobby nie ma daty ważności i tyle motywacji do prowadzenia bloga, że życzę sobie, by Ostatnie Tornada odbywały się co roku. Podobno to się nie stanie, ale jak wiadomo, nadzieja umiera ostatnia. I tradycyjnie, odsyłam do wakacyjnego tekstu o Tornadzie z fenomenalnymi zdjęciami Vizzdooma.

A na koniec…

Luźne myśli:

  • nie, nie grałam jeszcze w Fallouta 4 (raczej nie zamierzam) i Wiedźmina 3 (zamierzam), więc nie mogły pojawić się w zestawieniu. Podglądam jak w tego ostatniego gra mój Konkubent i jestem przekonana, że gdybym zabrała się za niego wcześniej, byłoby GOTY;
  • w 2015 obejrzałam też niezliczoną ilość filmów klasy Z. Postanowiłam oszczędzić ci wybierania najlepszego spośród najgorszych;
  • na nowo odkrytą aktywnością roku są… puzzle. Jestem w trakcie składania 1500 części z motywem generałów Dzikiego Gonu;
  • Gwiezdne Wojny skradły moje serducho na tyle, że pojawi się przynajmniej jeszcze jeden, podsumowujący tekst;
  • definitywnie wraca Lubię / Nie lubię, choćby po to, by nie mieć za rok problemów z przypomnieniem sobie, co oglądałam, słuchałam, czytałam…

Tyle mojego podsumowania. Na Twoje, tradycyjnie, czekam w komentarzach.