Kiedyś wszystko było lepsze. Muzyka, filmy, jedzenie, sposoby na spędzanie wolnego czasu i oczywiście gry. Szczególnie gry. Kto choć raz nie złamał joysticka na Mortal Kombat i nie spłukał się doszczętnie na automatach, niech pierwszy rzuci kamień! Dziś pozostało nam już tylko podtrzymywanie życia starym, dogorywającym sprzętom, zjazdy miłośników tychże albo… konsola RetroStation, mieszcząca w sobie aż 50 systemów z dawnych lat!

Czym jest Retrostation?

Konsola RetroStation jest autorskim pomysłem producenta, firmy Press Start znanej m.in. ze świetnego sklepu z gadżetami i grami dla geeków. Składa się z minikomputera Rapsberry Pi 2 z wbudowanym systemem operacyjnym RetroPie oraz nakładką graficzną EmulationStation, a jej jedynym celem jest dostarczanie graczom masy przyjemności z grania w retro gry.

Jeśli nie słyszałeś do tej pory o Rapsberry Pi, to powiem tylko, że to pełnoprawny komputer wielkości… karty kredytowej. Stworzony został dla wszystkich, którzy chcieliby nauczyć się programowania bez potężnych, drogich sprzętów. Efektem takiej właśnie zabawy z Malinką jest system operacyjny RetroPie, emulujący większość znanych i lubianych platform do gier – od Atari 2600 przez SNESA, Segę Dreamcast aż do konsol z lat 1999-2000.

 

Konsola-Retrostation

Jak widzisz powyżej, nie jest to sprzęt, który dumnie możesz stawiać pod wypasionym telewizorem 4K. Rapsberry Pi ciągle wygląda dość surowo, technicznie. Producent ozdobił urządzenie naklejkami Press Start i RetroStation, które dodają trochę stylu, ale szału nie ma. Mimo to i tak jest nieźle, bo RetroPie można spotkać też jako płytkę z podzespołami, bez jakiejkolwiek ochrony.

Na pocieszenie dodam, że konsolka faktycznie jest malutka i bez problemu można ukryć ją gdzieś na półce.

 

Technikalia

W środku RetroStation rozgościł się czterordzeniowy procesor ARM Cortex-A7 o częstotliwości 900MHz, podkręcony do 1000MHz, oraz 1 GB pamięci RAM.  Sparować ją można zarówno z nowymi telewizorami (złącze HDMI) jak i kineskopowymi (4-polowe gniazdo Jack i kabel Jack – RCA), dzięki czemu uzyskamy 100% oldschoolowy feeling.

press_start

Żadna konsola nie byłaby oczywiście kompletna bez padów. W tym przypadku mowa o stylizowanych na SNESowe retrokontrolerach. W zestawie otrzymujemy też zasilacz sieciowy z mikroUSB, kartę pamięci (8GB lub większa) z wgranym systemem oraz instrukcję i gwarancję na 2 lata.

Dodatki i peryferia wykonane są poprawnie, ale bez szału. Pady nie są oczywiście oryginalne, a tylko stylizowane *wink wink*, więc czuć w nich mocno azjatycką robotę (if you know what I mean). Konsolkę włącza się poprzez wciśnięcie przycisku przypominającego pstryczek lampki nocnej – co jest urocze, ale pachnie nieco prowizorką.

Instrukcja, choć pomocna, wyraźnie odstaje jakością wykonania chociażby od bardzo stylowego opakowania. I choć mogłabym usprawiedliwić to retrofeelingiem i „okładkami” kaset do Commodore 64 drukowanymi partyzancko w domu, wolałabym by całość była bardziej dopracowana i elegancka. Bardziej jak profesjonalny sprzęt, a nie zestaw komponentów złożonych naprędce na giełdzie komputerowej.

 

Konsola level expert

Zanim więcej o tym, jak konsolka się sprawuje, chcę tylko zaznaczyć, że decydując się na nią musisz zapomnieć o wszystkich przyzwyczajeniach z „dużych” konsol. RetroStation to nie system fire and forget i przygoda z ustawieniami nie skończy się włożeniem płytki i wygodniejszym ułożeniem się na fotelu. A to dlatego, że każdy z blisko 50 systemów operacyjnych rządzi się swoimi prawami. Każdy też inaczej podchodzi do kwestii odpalania emulowanych gier.

Ale po kolei. Gry na Retrostation możesz wgrać dwojako. Albo przenosząc je z komputera na pendrive albo wgrywając je zdalnie. Ta druga opcja jest wygodniejsza, ale wymaga już nieco więcej wiedzy i kombinacji, szczególnie ma Macach, gdzie musisz to zrobić przez SSH. W opanowaniu wgrywania zdalnego pomóc może instrukcja, ale nawet z nią (i programistą w domu) miałam nieco problemów z prawidłową konfiguracją.

Nie jest to oczywiście czarna magia, ale jeśli gry na Amidze wgrywał ci starszy brat, a obecnie korzystasz głównie z Worda i przeglądarki, może to stanowić nie lada wyzwanie. Część z problemów rozwieje na pewno oficjalna strona projektu Retropie, ale tu znowu kłania się znajomość angielskiego.

Jednym słowem: trzeba być nieco wyekspionym, by skorzystać z tego urządzenia. Podobno na Windowsie jest dużo łatwiej i lepiej, ale z racji nieposiadania PCta w domu, nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć.

 

Pad padowi nierówny

Kiedy już uda się wgrać na Malinkę kilka ulubionych gier, pozostaje tylko wybrać ulubiony tytuł z dzieciństwa i grać…

RetroPie

No dobra, wcale nie.

Bo pamiętać należy o jeszcze jednym. RetroStation emuluje 50 różnych systemów (słownie: pięćdziesiąt!). Niemożliwym jest więc, żeby obsłużyć je wszystkie wyłącznie kontrolerami dołączonymi do gry. Czasem potrzebna będzie klawiatura i myszka, innym razem znów retropady nie będą dobrze współpracować z niektórymi grami, napisanymi pod odmienne ułożenie przycisków.

Mnie osobiście najlepiej grało się na… padach do PlayStation 3, z którymi Retropie jest kompatybilne – podobnie jak z większością padów na USB, w tym również ukochanych przez wszystkich xboxowych. Dołączone do zestawu kontrolery oczywiście są bardzo retro i robią dobre pierwsze wrażenie, ale na dłuższą metę nie są szczególnie wygodne i czasem „nie łapią”.

A skoro już o padach i portach USB mowa, to warto wspomnieć, że podróż w krainę retro może odbyć nawet do 4 osób jednocześnie. Niestety, nie wiem, jak zachowuje się sprzęt przy aż 4 osobach, bo najczęściej konsolkę odpalam przy 2x mniejszej ilości graczy. W parze za to sprawuje się doskonale. Tekken, Supermario World (polecam szczególnie na imprezy!) czy stara, dobra Contra dalej cieszą i działają bez zarzutu.

 

Czy to się sprawdza?

Tak! Do tej pory przetestowałam kilka różnych gier na starszych i nowszych (starszych-nowszych ;)) systemach operacyjnych, w pojedynkę i w parze. Zabawa jest przednia, szczególnie na imprezach, gdzie Retrostation jest atrakcją wieczoru.

Oczywiście, nie jest idealnie. W trakcie rozgrywki konsola potrafi się zawiesić czy zareagować zbyt późno na wciśnięcie przycisku. Mam świadomość, że może być to również wina emulowanych gier – i trzeba brać na to poprawkę. Mimo to zawieszenie się gry w samym środku emocjonującej potyczki może doprowadzić do szewskiej pasji. Szczególnie w przypadku tytułów, w których save’y są rozsiane rzadziej, niż włosy na głowie Kojaka…

Z drugiej strony, mam dzięki temu prawdziwy retro-feeling! Czasem coś wgrywa się dłużej, co powoduje niezmiennie żarty w stylu: „nie oddychaj, bo się nie wgra!”, a nad graczem wisi widmo stracenia całego postępu „bo tak”. Trudno się więc za to na Malinkę gniewać – wszak tak właśnie pamiętamy stare, dobre retroczasy!

 

Dlaczego to tyle kosztuje?

Na koniec mały disclaimer. Gdy wspomniałam na profilu Jestem Geekiem na Facebooku, że będę testować Retrostation, pojawiły się zarzuty, że 399,99 zł (koszt konsoli) to za dużo w stosunku do poszczególnych komponentów składających się na niego.

W związku z tym dwie kwestie:

1. Tak, podobny sprzęt możesz złożyć samemu: kupić Rapsberry Pi, wgrać Retropie, dokupić pady.

2. Być może cena takiego zestawu byłaby nieco niższa, ale – podobnie jak w przypadku dowolnego sprzętu elektronicznego – płacisz tu za oszczędność czasu oraz za 2 letnią gwarancję na CAŁOŚĆ systemu, której nie otrzymasz w innym przypadku.

Ja, jako osoba która lubi mieć wszystko szybko i bez kombinowania, uważam że Retrostation wart jest swojej ceny.

 

Retrostation – czy warto?

Retrostation to cudowny powrót do przeszłości. Pozwala na cieszenie się wszystkimi grami z dzieciństwa w jednym małym, zgrabnym pudełeczku. Warto pamiętać jednak, że nie jest to sprzęt dla każdego. Wymaga wiedzy z zakresu IT, może więc być nieco problematyczny dla tych, którzy oczekują od konsoli przede wszystkim łatwości obsługi. W końcu został stworzony hobbystycznie, z potrzeby serca, nie przez wielkie koncerny i ich działy marketingu. :)

Jakość peryferiów czy instrukcji pozostawiają nieco do życzenia, ale wiem że producent pracuje nad tym, by z każdą kolejną sprzedaną sztuką Retrostation wyglądało coraz lepiej.

Konsolkę polecam wszystkim, którzy – tak jak ja – chcieliby odświeżyć sobie gry retro, szukają fajnych atrakcji na spotkania z przyjaciółmi i nie lubią grać na PCtach. :) Niekoniecznie zaś tym, którzy interesują się retro „na poważnie” – wy już pewnie macie kilka starych sprzętów w domu i taki gadżecik nie jest Wam potrzebny.

Wpis powstał we współpracy z firmą Press Start, producentem konsoli Retrostation. Dziękuję za dostarczenie produktu do recenzji!

press_start_logo