W zasadzie jestem dumna z Polski. Tak popkulturowo. Mamy Netflixa (skromnego, ale jednak), kinowe i telewizyjne premiery oglądamy równo z USA, a ostatnio nawet pojawiła się zapowiedź polskiego Comic-Conu. Geeki mają co oglądać, gdzie kupować i czego słuchać. Niestety, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu, ciągle jesteśmy gdzieś w Pcimiu Dolnym.

Sprawa jest prosta: lubię dinozaury. Konkubent za to dinozaury kocha, więc nie przepuści okazji, by obejrzeć wystawę czy pojechać do parku tematycznego z nimi związanego. Kto według właścicieli tychże lubi dinozaury? Wyłącznie małe dzieci.

W zeszły weekend postanowiliśmy wybrać się do Parku Rozrywki Dinolandia w Inwałdzie. To połączenie elementów wesołego miasteczka, parku tematycznego i… minigolfa. Można poprzytulać się do małych i dużych dinozaurów, przejść podziemnym tunelem, pooglądać czaszki naszych dawno wymarłych kolegów, a do tego spróbować wbić piłeczkę golfową w absurdalnie schowany dołek. Problem w tym, że sporą część parku zajmują atrakcje wyłącznie dla dzieci.

Czytaj też: Jesteś za stary

Wróć. Nie, to nie jest problem. Nic nie mam do dzieci i ich rodziców, którzy chcą obejrzeć coś fajnego. Na zdrowie. Chodzi o to, że my, czwórka bezdzietnych fanów wymarłych gadów, mieliśmy w parku mało do roboty. Nikt o nas nie pomyślał, bo i po co – dinozaury są dla dzieci.

Duże dinozaury są duże. Nawet dla dorosłych.

Duże dinozaury są duże. Nawet dla dorosłych.

Za granicą parki tematyczne uwzględniają potrzeby i młodszych, i starszych. Rynek już dawno zrozumiał, że zakręcony na jakimś punkcie geek, ze stałą pracą i brakiem zobowiązań jest w stanie wydać na gadżety porównywalną ilość pieniędzy, co rodzice kilkulatka. Żeby nie być gołosłownym: w USA powstał nawet park rozrywki wyłącznie dla dorosłych – wprawdzie jako eksperyment artystyczny, ale dziś traktowany bardzo poważnie. Bo zarabia.

Zupełnie inaczej jest u nas. Inny przykład: wystawa dinozaurów, na której byliśmy kilka tygodni temu w Katowicach. Na początku puszczony film edukacyjny dla 5-latków. W środku kilka dinozaurów, ale przede wszystkim – karuzele, ścianki wspinaczkowe, a także gry i zabawy z prehistorycznymi gadami w roli głównej – wyłącznie dla dzieci. Część wystawowa do obejrzenia w 10 minut, dla dorosłego człowieka. Czułam się tak bardzo nie na miejscu.

W The City Museum w St. Louis pełno jest siatek i miejsc nieodpowiednich dla dzieci - tu bawić się mogą przede wszystkim dorośli

W The City Museum w St. Louis pełno jest siatek i miejsc nieodpowiednich dla dzieci – tu bawić się mogą przede wszystkim dorośli

Dinozaury to taki dziecięcy temat, skontrujesz. No oczywiście. A co powiesz na filmy superbohaterskie, dubbingowane bo „to kino dla dzieci”, choć wcale nim nie są (vide: Suicide Squad)? Problem sięga głębiej i jeszcze długo będzie zależny od tego, co wydaje się decydentom trzymającym kasę.

Chyba najłatwiej mają gry. Coraz lepiej rozumiemy, jako społeczeństwo, że to rozrywka jak każda inna, dla ludzi w każdym wieku. Ale i tu zdarzają się różne kwiatki, jak próba wejścia do pubu dla graczy przez rodziny z dziećmi (widziałam na własne oczy), bo przecież to miejsce dla nich.

Wierzę, że będzie się to zmieniać. Rośnie nam przecież społeczeństwo bezdzietnych singli, którzy mają pieniądze i chcą je wydawać nie tylko w klubach czy knajpach bez klimatu. Czy szybko? Myślę, że tak naprawdę poczują to dopiero nasze (nomen omen) dzieci. Oby ich możliwości były lepsze niż nasze.

Aha, na dinozaurach bawiłam się świetnie. Mimo wszystko. #nevergrowup