Sukces serialu Gra o tron ułatwił życie marketerom dzieł kultury popularnej na całym świecie. Mogą teraz produkować kampanie reklamowe dla dowolnego serialu/filmu/książki, dziejącej się w czasach okołośredniowiecznych, w których intrygi, polityka i zwroty akcji są ważniejsze niż smoki, magia i ratowanie księżniczek.  Wystarczy odwołać się do adaptacji dzieła Martina i hype sam się nakręca. Podobnie było w przypadku I tomu Xiąg Nefasa., rodzimej powieści fantasy w klimatach słowiańskich. Z tym wyjątkiem, że Xięgi… z Martinem nie mają prawie nic wspólnego. I dobrze.

Jeśli nie chcesz czytać długiej recenzji, przejdź do sekcji TL;DR na dole!

Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu to pierwsza część sagi znanej polskim czytelnikom horrorów Małgorzaty Saramonowicz. Autorka ostatnie powieści drukiem popełniła już dekadę temu, w międzyczasie pisząc między innymi scenariusze do polskich komedii romantycznych (ale tych o poziom wyżej, niż Planeta Singli, na szczęście). Tym razem postanowiła wziąć się za bary z popularnym ostatnio nurtem fantastyki z silnym wątkiem politycznym, czyli skupiającej się na intrygach i dyplomacji, bardziej niż na siekaniu smoków i ratowaniu księżniczek.

Saramonowicz za motyw przewodni obrała naszą rodzimą historię, luźno (baaardzo luźno) interpretując dzieje Bolesława Krzywoustego i jego brata Zbigniewa, którzy po śmierci ojca Władysława walczą o władzę i wpływy. Całość podlana jest mistycznym sosem, bo do braterskiego sporu włącza się mroczny bóg Trygław, splatając losy królewskiej rodziny w nieoczekiwany sposób. I tyle, jeśli chodzi o streszczenie fabuły, żeby nie psuć przyjemności z odkrywania intrygi.

 

Gall Nie-Anonim

Narratorem i głównym bohaterem powieści jest tytułowy Nefas, nadworny kronikarz i szpieg w jednej osobie. Wielu doszukuje się w nim nikogo innego, jak Galla Anonima, który dzieje bolesławowej rodziny faktycznie spisywał, ale lekkość z jaką Saramonowicz traktuje fakty historyczne każe mi raczej przypuszczać, że autorka wyłącznie luźno inspirowała się tą postacią.

Nefas opisuje dzieje królewskich braci w formie retrospekcji. W książce zastosowano ciekawy zabieg – każdy z rozdziałów podzielony jest na dwie części: „oryginalną” kronikę, czyli laurkę wystawioną możnowładcom oraz historię opowiadaną przez Nefasa, daleką od idyllycznego obrazu z ksiąg. Na dworze bowiem ciągle szerzy się pogaństwo, chrześcijańscy księża to podłe szumowiny, a Bolesław prześciga się ze swoją małżonką w intrygach.

Na dworze bowiem ciągle szerzy się pogaństwo, chrześcijańscy księża to podłe szumowiny, a Bolesław prześciga się ze swoją małżonką w intrygach.

Niestety, kronikarskie fragmenty są wyraźnie słabsze i nawet przebrnięcie przez jedną stronę niesie ryzyko zaśnięcia z książką w ręku. A szkoda, bo reszta napisana jest bardzo sprawnie. Styl autorki mogę określić jako „przezroczysty”: nie przeszkadza (z wyjątkiem nieszczęsnych kronik), dobrze służy nakreśleniu postaci i wydarzeń. Widać lata pracy i doświadczenia.

Sam główny bohater, Nefas, to… jedna z najmniej interesujących postaci powieści. Jego rzekoma tajemniczość i spryt (Nefas oprócz skryby jest też szpiegiem) wpychana jest czytelnikowi niemal do gardła przez bohaterów drugoplanowych, mimo że zupełnie nie widać jej w książce. Innymi słowy: wszyscy dookoła opowiadają nam, jaki to niebezpieczny szelma z tego Nefasa, podczas gdy to co faktycznie mówi, myśli i robi, plasuje go gdzieś pomiędzy rozgotowanymi kluskami a amebą. Tym bardziej szkoda, że nie dostaliśmy więcej Bolesława, Zbigniewa czy „przyjaciela dworu” Dunina. Mam wrażenie, że warstwa fabularna mocno by na tym zyskała. Podobnie, jak ograniczenie wątków kobiecych, bo najciekawsze postacie mają mniej „czasu antenowego” niż ich żony i kochanki. Wolałabym jednak czytać o polityce tamtych czasów, niż miłostkach i zazdrostkach kobiet wysokiego rodu.

 

Nieważne jak zaczynasz…

A byłoby o czym pisać, bo w I tomie Xiąg Nefasa. wpadamy w sam środek bratobójczej walki o władzę. Polityczne aspekty całej historii: narady, decyzje, tajemne listy i schadzki to najmocniejsza część książki. Tu nawet decyzja, kogo zaprosić na chrzciny albo gdzie je urządzić ma brzemienne w skutki znaczenie.

I właśnie z tego powodu pierwsza połowa powieści jest najlepsza. Wprowadzenie postaci, związki między nimi, nakreślenie sytuacji politycznej i zawiązanie konfliktu – te wątki prowadzone są z lekkością, pomysłowo. Aż chce się czytać. Niestety, gdy do politycznych sprzeczek dochodzi tradycyjna „akcja”, zaczyna być mocno tak sobie. Z fajnej, skomplikowanej sieci zależności i intryg wepchnięto mnie w sztampowe „machanie mieczykiem” i „bohatera w opałach”. A już pewien konkretny, dość krwawy punkt kulminacyjny powieści tak mocno kojarzy mi się ze wspomnianą na początku Grą o tron, że mam wrażenie, że ktoś autorce po prostu kazał go dopisać.

Dobrze za to wypada wątek słowiańskich wierzeń. Saramowicz pokazuje, że mają one potencjał do zaistnienia w powieściach fantastycznych. To zawsze miła odmiana po kolejnych faerie, elfach i paniach jeziora, których w światowym fantasy pełno. Trygław i jego kapłani są tu brutalni, mroczni, ale i potężni. Mimo, że oficjalnie na ziemiach Bolesława tępi się pogan i pali miejsca kultu, skrycie każdy – łącznie z królem – wierzy w moc słowiańskiego bóstwa. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to dryfowanie w kierunku wspomnianych już celtyckich wierzeń. Zupełnie tak, jakby żadna pogańska wiara nie mogła się obejść bez wyspy skrytej we mgle. To już przerabialiśmy w książkach Marion Zimmer Bradley i, z całym szacunkiem do polskiej autorki, tam było lepiej.

 

To nie jest kolejna Gra o Tron

Podsumowując, Xięgi Nefasa wcale nie są „polską Grą o Tron”. Nie dlatego, że nie przypominają sławnej sagi fantasy koncentracją na bohaterach, walce o tron czy intrygach – bo tego oczywiście w książce pełno, ale dlatego że są pełnowartościowym, napisanym z pomysłem prologiem do oryginalnej sagi fantasy. I choć pierwszy tom nie zachwycił mnie szczególnie, w ostatecznym rozrachunku zachęcam do zapoznania się z książką Saramowicz. Może nie teraz, ale w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody – bo to idealna książka na popołudnie na plaży. Nie zwykłe „czytadło”, ale i nie filozoficzne rozważania Immanuela Kanta. Ot, dobra rozrywka z nadzieją na coś więcej, w przyszłości – gdy planowana na więcej tomów saga rozwinie swoje skrzydła.

 

Xięgi Nefasa: wersja TL;DR

O czym mowa? Książka Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu autorstwa Małgorzaty Saramowicz.
O czym to jest? Słowiańska saga fantasy, koncentrująca się na czasach panowania Bolesława Krzywoustego z mocnym akcentem pogańskim.
Kim jest autorka? Uznana twórczyni komiksów i scenariuszy filmowych. To jej pierwsza książka fantastyczna.
Dla kogo ta książka? Dla osób lubiących sagi fantasy, niekoniecznie dla miłośników historii (książka nie jest bardzo wierna historycznie).
Do czego podobna? Do Gry o Tron... Ale nie aż tak bardzo. Żeby dowiedzieć się dlaczego, musisz przeczytać recenzję.
Czy warto kupić? W zasadzie tak.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu ZNAK